wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 5

Jej poduszka wydawała się jakby twardsza, ale nie to jej nie pasowało. Pachniała mocnymi męskimi perfumami. Otworzyła leniwie oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Była w przedziale. Wydarzenia sprzed kilku godzin wróciły z zawrotną prędkością. Spojrzała w prawo i natknęła się na stalowe tęczówki. Po chwili zorientowała się, że tkwi w ramionach blondyna. Szybko oderwała się od niego. Spojrzała na zegarek.
- Za pół godziny będziemy musieli sprawdzić pociąg – powiedziała, nie patrząc na niego. Już chciał coś powiedzieć, gdy ta szybko dodała. – Ty sprawdzasz tył, a ja przód.
Nie czekając na jego reakcję, wyszła. Skierowała się w stronę swojego przedziału, nie wiedząc, że od jakiegoś czasu obserwuje ich blondynka.
###
Jeszcze kilka minut wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła szatynka. Jak ona mogła go tak zbyć? Skierował głowę w stronę okna. Chciałby mieć z nią dobre stosunki, takie jak kiedyś. Gdy ruszył za nią, a później spojrzał w jej oczy, coś w nim pękło. Już rozumiał jak się czuła, gdy nazywał ją szlamą, choć tego nie chciał. Musiał. Był pilnowany. Wiedział, że jest silna i poradzi sobie z tym, tylko to słowo wydobyło się z jego ust. Jej przyjaciela. Byłego. Westchnął. Pamiętał, gdy po raz pierwszy nazwał ją szlamą.
Szedł z drużyną, w którą oczywiście wkupił go ojciec, ale potrafił wspaniale grać. Zobaczył burzę brązowych loków i uśmiechnął się pod nosem. Cały czas nie mogła ich ujarzmić.
- Patrzcie, kto idzie! To ta szlama Granger! – krzyknął ktoś z drużyny.
Dziewczyna, stanęła i obróciła się do nich przodem. W jej oczach malowała się złość. Zaczęli ją wyzywać, a ona przyjmowała wszystkie obelgi z dumnie uniesioną głową. Obserwował to z boku. Nie mógł uwierzyć jak ona to wszystko znosi. Gdy zorientowali się, że na nią to nie działa, ktoś go popchnął i spojrzał wyczekująco. Nie miał wyjścia. Musiał to zrobić, choć to była jego przyjaciółka. Dopiero teraz zauważyła blondyna. W jej tęczówkach zagościło zdziwienie, ale i lekka radość. Po chwili skojarzyła fakty. Zrobiła krok do tyłu. Podszedł do niej bardzo blisko i lekko się nachylił.
- Jesteś zwykłą, małą, brudną szlamą, Herm – szepnął i szybko odsunął.
Zobaczył w jej oczach smutek, żal i ból, ale najgorsze było to, że w jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie chciał na to patrzeć, tylko przytulić i powiedzieć jaka jest dla niego ważna. Dziewczyna uniosła dumnie głowę i omiotła pogardliwym wzrokiem resztę, zatrzymując się na nim. Po chwili odeszła, a wszyscy stali lekko osłupieni. Nie uroniła żadnej łzy.
Po raz kolejny westchnął. Jak on mógł być tak, głupi?! Usłyszał szczęk otwieranych drzwi. Nie zwrócił na to uwagi, póki ten ktoś nie usiadł koło niego i bardzo blisko przysunął. Obrócił głowę lekko zdezorientowany , ale to od razu przerodziło się w irytację. Szybko wstał, nie zważając na to, że dziewczyna prawie spadła z siedzenia.
- Odwal się – warknął. Choć nie znał tej dziewczyny długo irytowała go jak Greengrass.
- Oj, przestań już. Nie powiesz, że Ci się nie podobam – uśmiechnęła się uroczo. Zawsze dostawała to, czego chciała i teraz też musiało tak być.
-Nie, nie podobasz mi się – na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek.
Skierował się w stronę wyjścia, gdy zatrzymał go jej głos.
- Ach, no tak. Podobają Ci się szatynki – uśmiechnęła się jadowicie. Zareagował tak jak podejrzewała. Odwrócił się natychmiastowo.
- Czego chcesz?! – zdenerwował się. Ta rozmowa nie miała sensu
- Nic szczególnego. Zacznijmy znajomość od nowa. Będziesz spędzać ze mną trochę czasu i to wszystko. Oczywiście to nie będzie trwało jakoś długo. Może miesiąc, dwa? Po prostu siedzisz ze mną na lekcjach, uczymy się razem, no chyba, że będziesz chciał czegoś więcej – wstała i przysunęła się do niego, a on  szybko od niej odskoczył. - A raczej nie chcesz, aby coś stało się tej szlamie – mówiąc to, wytworzyła małe tornado wodne na dłoni, które po chwili zmieniło się w lód i rozprysło. – Więc, zacznijmy od nowa – dodała i wysunęła w jego stronę rękę – Abigail Taille.
Musiał się zgodzić, nie chciał narażać Granger, tym bardziej, że nie wiedział do czego zdolna jest ta dziewczyna, tym bardziej, że władała jednym z żywiołów.
- Dracon Malfoy – ujął jej rękę niezbyt delikatnie.
- Miło Cię poznać – uśmiechnęła się, odwróciła i wyszła z pokoju zostawiając Ślizgona samego.
###
Weszła do przedziału i coś czarnego się na nią rzuciło, przez co wylądowała na podłodze. Spojrzała do góry i zobaczyła mordkę owczarka belgijskiego, który zaczął lizać ją po całej twarzy,
- Trubel, złaź ze mnie! – nie mogła wytrzymać ze śmiechu.
Po chwili, ktoś odciągnął suczkę od niej. Tym kimś okazał się Harry, któremu od razu podziękowała.
- Czemu tak długo Cię nie było? – zapytał.
Miona nie chcąc go okłamywać, powiedziała mu o wszystkim. Oczy lekko jej się zaszkliły, ale nie uroniła żadnej łzy.
- Nie przejmuj się tym idiotą, nie jest Ciebie wart – uśmiechnął się i przytulił ją.
- Dzięki Harry - odwzajemniła uścisk. Pociąg po chwili stanął – Muszę iść, sprawdzić przedziały. Możesz się nią przez ten czas zająć? – wskazała głową na psa. Chłopak przytaknął, a dziewczyna przykucnęła przy suczce – A ty bądź grzeczna, dobrze? – owczarek zaszczekał radośnie.
Przytuliła Wybrańca i wyszła z pomieszczenia. Skierowała się w stronę początku pociągu. Zaglądała do przedziałów, a w większości z nich, nie było nikogo. Miała już wchodzić do ostatniego pomieszczenia, gdy wyszła z niego blondynka, której nie znała, wraz z siostrami Greengrass. Pierwsza z nich, popchnęła Granger, a ta lekko się zachwiała. Rzuciła im zirytowane spojrzenie. Mogła się poszczycić swoim metr siedemdziesiąt pięć, więc patrzyła na nie z góry. Ale przy Draco była niska. Czemu się dziwić skoro miał metr dziewięćdziesiąt trzy? Czemu ona o nim myśli?! Spojrzała jeszcze raz na dziewczyny, które myślały, że będą mogły się z niej pośmiać.
- Ogarnijcie się i wyłaźcie z pociągu – warknęła i skierowała się do wyjścia. Usłyszała prychnięcie, później jakąś nie zrozumiałą formułkę, a zaklęcie poszybowało w jej stronę. Szybko się odwróciła i szepnęła Protego. Blondynka była zdezorientowana. Nie myślała, że szatynka się obroni.
- Expelliarmus – Gryfonka chwyciła w powietrzu różdżkę nieznajomej. – Za napaść na prefekta naczelnego, miesiąc szlabanu u Filcha – uśmiechnęła się słodko, odrzuciła magiczny patyk i wyszła z pociągu.
# # #

Poczekał, aż wszyscy wejdą do powozów. Zastanawiał się, czy podjął dobrą decyzję. Granger to bardzo utalentowana czarownica i na pewno, by sobie z nią poradziła. Jednak, nie wiedział co ta Taille potrafi. Po chwili ktoś położył mu rękę na ramieniu. Obrócił głowę i napotkał bursztynowe tęczówki, w których utonął. Nadal były obojętne i zimne. Znał ją i wiedział, że zawsze tak ma gdy jest smutna lub się zawiodła. Kiedyś to on był tego powodem.
- Chodź – szepnęła i nie czekając na niego skierowała się w stronę pojazdu.
Jeszcze chwilę stał w miejscu, po czym szybko ruszył tam gdzie udała się dziewczyna. Dziewczyna zajęła miejsce koło okna. Usiadł koło niej. Nic nie powiedziała. Siedzieli w ciszy, aż w końcu szatynka ją przerwała.
- Alice przyjeżdża?
- Tak, kazała Cię pozdrowić.
- Cała ona – delikatnie się uśmiechnęła, a w jej oczach przez chwilę zaświeciły iskierki szczęścia.
- I będzie z nami na roku – na tę wiadomość, odwróciła głowę w jego stronę, a jej uśmiech się powiększył.
Widząc to sam się uśmiechnął i lekko ją objął. Spięła się, dlatego chciał ją puścić, ale rozluźniła się i wtuliła w niego. Był przez chwilę zdezorientowany, ale od razu przyciągnął ją do siebie. nie odzywała się, nic. Po prostu, wtuliła się w niego jak w ulubionego misia. Nie wiedział ile w tym trwali
Nagle, odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Ona zobaczyła troskę, a on… jakąś iskierkę, która szybko zgasła. Nie wiedział, dlaczego.
- Draco… zapomnij o tym co się stało w pociągu. Nie wchodźmy sobie w drogę… ignorujmy się – jej oczy stawały się zimne, a przez chwilę zobaczył w nich ból.
Czuł jakby dostał nożem w serce. Zraniła go. Nie po to, się z nią godził by się ignorowali. Chciał, żeby choć po części ich stosunki były takie jak kiedyś. Nie zdążył jej odpowiedzieć, a powóz się zatrzymał i dziewczyna z niego szybko wyszła. Nie dam się tak spławić, pomyślał. Sam wysiadł z pojazdu. Wszyscy kierowali się do wrót Hogwartu. Nie mógł, jej spostrzec w tym tłumie. Chciał jej poszukać, ale szybko z tego zrezygnował. I tak by jej nie znalazł. Podążył za resztą do Wielkiej Sali.









Witam!
Przepraszam z góry za to, że przez trzy tygodnie nie dodałam niczego.
Ale za to rozdział jest dłuższy niż zwykle.
Mam nadzieję, że was zadowoli :)
Moim zdaniem... jest nawet ok, ale to do was należy krytyka.
Kolejny rozdział?
Nie mam pojęcia.
Do wakacji powinny pojawić się jeszcze dwa.
Chyba wspomniałam o wszystkim...
Tak więc do zobaczenia i pozdrawiam
L.A.

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 4

Właśnie wchodziła na peron 9 i 3/4, gdy nagle na kogoś wpadła. Po chwili doszedł do niej zapach drogich męskich perfum. Uśmiechnęła się i podniosła głowę. Napotkała spojrzenie stalowych tęczówek i ten uśmiech.
- Czy ja na ciebie muszę cały czas wpadać? – w jej oczach było widać iskierki rozbawienia.
- Nie cieszysz się, że jestem Twoim bohaterem? – udał oburzonego, a jego oczy już nie były zimne. W nich również czaiły się, po części, coś na kształt wesołych iskierek.
Wyswobodziła się z jego uścisku i podążyła w stronę pociągu. Musiała znowu zacząć być obojętną, tak jak robiła to w wakacje. Czemu się tak cieszyła, że go zobaczyła? Gdy spotkali się tydzień temu… od tamtego czasu, nie umiała być taka obojętna, jak robiła to od czasów wojny.
Przechodziła przez wagony, aż zauważyła przedział, w którym siedzieli jej przyjaciel i chłopak. Weszła do środka, wcześniej przepuszczając Trubel, odłożyła swój bagaż i przywitała się z chłopakami, ale coś jej nie pasowało. Spojrzała się na Rona. Patrzył na nią ze złością, nie wiedziała o co mu chodzi.
- O co chodzi Ron? – spytała.
- O co mi chodzi? Zadajesz się z naszym wrogiem, Herm!
- Nie masz prawa mnie tak nazywać – odpowiedziała chłodno. – A poza tym, pogodziłam się z nim.
- Że co?!
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy do ich przedziału wszedł drugoroczny i kazał Hermionie iść na zebranie Prefektów. Ta nie czekając, wyszła z przedziału i na odchodne mruknęła coś o tym, że dokończą rozmowę później.
Okazało się, że w tym roku Prefektami Naczelnymi zostaje ona i Malfoy. Gdy spotkanie dobiegło końca, McGonagall kazała ich dwójce na chwilę zostać.
- Jak już wiecie zostaliście Prefektami Naczelnymi. Będziecie razem patrolować korytarze w poniedziałki i piątki, macie również możliwość dodawania i odejmowania punktów. Mam nadzieję, że nie będziecie tego nadużywać. A, i macie osobne dormitorium. Wspólne. Mam nadzieję, że się nie pozabijacie – popatrzyła na nich ostrzegawczo.
- Nie pozabijamy, bo się pogodziliśmy – powiedzieli jednocześnie, popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i wybuchli śmiechem.
Profesorka popatrzyła na nich badawczo, a jej kąciki ust podniosły się lekko ku górze. Odprawiła ich, przypominając, że gdy podróż się skończy mają sprawdzić cały pociąg. Popatrzyła na droczącą się dwójkę, a do jej umysłu wkradło się wspomnienie…
Kasztanowo włosa przytulała się do blondyna. Zaraz miał być jej przydział. W jej oczach widniał strach. Wyczytano ją. Czuła jak kolana ze stresu uginają się pod nią. Chłopak ostatni raz mocno ją przytulił i lekko popchnął do przodu, aby poszła na podest. Podeszła szybko i usiadła na stołku. McGonagall założyła na jej głowę Tiarę. Przez dość długą chwilę zastanawiała się, aż wykrzyknęła jej przynależność. Gryffindor. Przy stole Lwa było słychać gwizdy i wiwaty. Z uśmiechem na twarzy ruszyła w tam tą stronę. Wkrótce przyszła kolej na stalowookiego. Podszedł do podestu dumnym krokiem i usiadł na stołku. Ostatni raz uśmiechnął do Miony. Tiara ani przez chwilę się nie wachała. Slytherin. Teraz przy stole Węża rozległy się krzyki. Ich spojrzenia się skrzyżowały. W tej chwili uświadomili sobie, że nic już nie będzie tak jak dawniej.
Minerwa obudziła się z letargu. Już wtedy wiedziała, że sprawy się pokomplikują dla nich. Nie myślała, że w ogóle się pogodzą. A jednak. Miała nadzieję, że nic tego znowu nie zepsuje.
###

Szli korytarzem, cały czas się przedrzeźniając. Hermiona już miała odpowiedzieć jakąś zgryźliwą uwagą, gdy usłyszała jakiś odgłos wydobywający się, z któregoś z przedziałów. Szatynka spojrzała na blondyna, który nie krył swojego zdziwienia. Dziewczyna, wsadziła rękę do kieszeni i zacisnęła palce na różdżce. Powoli pochodzili do przedziału. Herm, delikatnie otworzyła drzwi i widok jaki tam zobaczyła sprawił, że stanęła jak wryta. Jej chłopak, Ron, całował się z tą, wywłoką, Lavender Brown. Nie mogła w to uwierzyć. Przecież podobno była dla niego najważniejsza. Dziewczyna zatrzasnęła drzwi od przedziału, czego najwidoczniej nie zauważyła para, i pobiegła przed siebie. Malfoy, nie rozumiejąc jej zachowania, zaglądnął do pomieszczenia. Już wiedział o co chodziło Gryfonce. Nie czekając pobiegł za nią. Znalazł ją po chwili, patrzącą się w krajobraz za oknem. Po jej policzku popłynęła, jedna kryształowa łza. Jej twarz nie wyrażała nic. Draco spojrzał w jej oczy. Były zimne i obojętne, zupełnie jak jego. Ten wyraz nie pasował do jej ciepłych bursztynowych oczu.
- Wyjdź stąd Malfoy – szepnęła. Nie poruszył się. Wstała z zamiarem nakrzyczenia na chłopaka.
Jej ciało przeszła fala dreszczu i za nim się odezwała, zauważyła, że Draco jest od niej o wiele wyższy, a z jej gardła wydobyło się ciche ryknięcie. Spojrzała w dół. Zobaczyła wielkie łapy. Spojrzała na blondyna ze zdziwieniem.
- Granger, spokojnie. Uspokój się – lecz ona nie słuchała. Zaczęła się miotać po całym przedziale – Granger, ogarnij się! – krzyknął zirytowany.
Poskutkowało. Popatrzyła w jego szare tęczówki, które działały kiedyś na nią kojąco i zaczęła się uspokajać. Po chwili wróciła do swojej formy, ale nadal patrzyła w oczy blondyna.
- Brawo, Granger. Zmieniłaś się w lwa, ale możesz przestać mnie podziwiać – uśmiechnął się kpiąco.
Gryfonka, tylko prychnęła na to stwierdzenie. Nie mogła w to uwierzyć. Zmieniła się w… lwa. Opadła na siedzenie. Nadal była w szoku, lecz ten po chwili znikł, a smutek powrócił. Jak się czuła? Źle. Nie myślała, że to tak się skończy. Faktycznie, nie układało się im, ale miała nadzieję na naprawienie tego. Ale teraz… nie po tym, co się stało. Już nie. Nie chciała więcej problemów, chociaż i tak, już je miała, szczególnie z odnalezieniem rodziców. Chociaż… czy to byli naprawdę jej rodzice? Do matki, była podobna i to bardzo, ale do ojca? Nie. Za dużo ich różniło. Nie była do niego podobna ani z charakteru, ani z wyglądu. Nie wiedziała, co o tym sądzić. Poczuła jak ktoś, koło niej siada i ją delikatnie obejmuje. Odwróciła głowę w stronę chłopaka. Jej oczy znów stały się zimne, takie nienaturalne. Zaczęła przyglądać się jego tęczówką, które znała na pamięć. Przy źrenicach były bardzo jasne, ale szybko się ściemniały. Bez żadnej skazy. Wielu uważało, że są puste, ale ona wiedziała, że za murem, który tworzył, w tych oczach kryje wiele odczuć, emocji. Zmęczona położyła głowę na jego ramieniu. Zmienili się. Oboje. A ona znowu wspominała dzień kiedy zaczęli się przyjaźnić. Dni, kiedy wszystko było dobrze. Dni, w których nie byli wrogami. Ubóstwiała dzień kiedy poszła do Hogwartu. Mogła rozwijać swoje umiejętności o których nie wiedziała do tego czasu, ale też nienawidziła tego dnia. Właśnie, wtedy straciła jedynego przyjaciela. Nawet Harry, nie wypełniał do końca tej pustki po nim.
Draco spojrzał na dziewczynę, która zasnęła w jego ramionach. Znów zadawał sobie to samo pytanie. Dlaczego zaprzepaścił z nią przyjaźń? Nie mógł na to nadal sobie odpowiedzieć, ale wiedział, że mu na niej zależy.

Witam z rozdziałem 4!!
To jest najdłuższy rozdział jaki napisałam XD ... ale do rzeczy.
Mam nadzieję, że  Wam się podobał. Czasu na pisanie, praktycznie nie mam, więc będę dodawać je sporadycznie. Jeżeli ktoś to czyta to proszę o komentarze, bo to naprawdę motywuje i to BARDZO

Do następnego ;)
Pozdrawiam
L.A.