Właśnie wchodziła na peron 9 i 3/4, gdy nagle na kogoś
wpadła. Po chwili doszedł do niej zapach drogich męskich perfum. Uśmiechnęła
się i podniosła głowę. Napotkała spojrzenie stalowych tęczówek i ten uśmiech.
- Czy ja na ciebie muszę cały czas wpadać? – w jej oczach było widać iskierki rozbawienia.
- Nie cieszysz się, że jestem Twoim bohaterem? – udał oburzonego, a jego oczy już nie były zimne. W nich również czaiły się, po części, coś na kształt wesołych iskierek.
Wyswobodziła się z jego uścisku i podążyła w stronę pociągu. Musiała znowu zacząć być obojętną, tak jak robiła to w wakacje. Czemu się tak cieszyła, że go zobaczyła? Gdy spotkali się tydzień temu… od tamtego czasu, nie umiała być taka obojętna, jak robiła to od czasów wojny.
Przechodziła przez wagony, aż zauważyła przedział, w którym siedzieli jej przyjaciel i chłopak. Weszła do środka, wcześniej przepuszczając Trubel, odłożyła swój bagaż i przywitała się z chłopakami, ale coś jej nie pasowało. Spojrzała się na Rona. Patrzył na nią ze złością, nie wiedziała o co mu chodzi.
- O co chodzi Ron? – spytała.
- O co mi chodzi? Zadajesz się z naszym wrogiem, Herm!
- Nie masz prawa mnie tak nazywać – odpowiedziała chłodno. – A poza tym, pogodziłam się z nim.
- Że co?!
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy do ich przedziału wszedł drugoroczny i kazał Hermionie iść na zebranie Prefektów. Ta nie czekając, wyszła z przedziału i na odchodne mruknęła coś o tym, że dokończą rozmowę później.
Okazało się, że w tym roku Prefektami Naczelnymi zostaje ona i Malfoy. Gdy spotkanie dobiegło końca, McGonagall kazała ich dwójce na chwilę zostać.
- Jak już wiecie zostaliście Prefektami Naczelnymi. Będziecie razem patrolować korytarze w poniedziałki i piątki, macie również możliwość dodawania i odejmowania punktów. Mam nadzieję, że nie będziecie tego nadużywać. A, i macie osobne dormitorium. Wspólne. Mam nadzieję, że się nie pozabijacie – popatrzyła na nich ostrzegawczo.
- Nie pozabijamy, bo się pogodziliśmy – powiedzieli jednocześnie, popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i wybuchli śmiechem.
Profesorka popatrzyła na nich badawczo, a jej kąciki ust podniosły się lekko ku górze. Odprawiła ich, przypominając, że gdy podróż się skończy mają sprawdzić cały pociąg. Popatrzyła na droczącą się dwójkę, a do jej umysłu wkradło się wspomnienie…
- Czy ja na ciebie muszę cały czas wpadać? – w jej oczach było widać iskierki rozbawienia.
- Nie cieszysz się, że jestem Twoim bohaterem? – udał oburzonego, a jego oczy już nie były zimne. W nich również czaiły się, po części, coś na kształt wesołych iskierek.
Wyswobodziła się z jego uścisku i podążyła w stronę pociągu. Musiała znowu zacząć być obojętną, tak jak robiła to w wakacje. Czemu się tak cieszyła, że go zobaczyła? Gdy spotkali się tydzień temu… od tamtego czasu, nie umiała być taka obojętna, jak robiła to od czasów wojny.
Przechodziła przez wagony, aż zauważyła przedział, w którym siedzieli jej przyjaciel i chłopak. Weszła do środka, wcześniej przepuszczając Trubel, odłożyła swój bagaż i przywitała się z chłopakami, ale coś jej nie pasowało. Spojrzała się na Rona. Patrzył na nią ze złością, nie wiedziała o co mu chodzi.
- O co chodzi Ron? – spytała.
- O co mi chodzi? Zadajesz się z naszym wrogiem, Herm!
- Nie masz prawa mnie tak nazywać – odpowiedziała chłodno. – A poza tym, pogodziłam się z nim.
- Że co?!
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy do ich przedziału wszedł drugoroczny i kazał Hermionie iść na zebranie Prefektów. Ta nie czekając, wyszła z przedziału i na odchodne mruknęła coś o tym, że dokończą rozmowę później.
Okazało się, że w tym roku Prefektami Naczelnymi zostaje ona i Malfoy. Gdy spotkanie dobiegło końca, McGonagall kazała ich dwójce na chwilę zostać.
- Jak już wiecie zostaliście Prefektami Naczelnymi. Będziecie razem patrolować korytarze w poniedziałki i piątki, macie również możliwość dodawania i odejmowania punktów. Mam nadzieję, że nie będziecie tego nadużywać. A, i macie osobne dormitorium. Wspólne. Mam nadzieję, że się nie pozabijacie – popatrzyła na nich ostrzegawczo.
- Nie pozabijamy, bo się pogodziliśmy – powiedzieli jednocześnie, popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i wybuchli śmiechem.
Profesorka popatrzyła na nich badawczo, a jej kąciki ust podniosły się lekko ku górze. Odprawiła ich, przypominając, że gdy podróż się skończy mają sprawdzić cały pociąg. Popatrzyła na droczącą się dwójkę, a do jej umysłu wkradło się wspomnienie…
Kasztanowo
włosa przytulała się do blondyna. Zaraz miał być jej przydział. W jej oczach
widniał strach. Wyczytano ją. Czuła jak kolana ze stresu uginają się pod nią.
Chłopak ostatni raz mocno ją przytulił i lekko popchnął do przodu, aby poszła
na podest. Podeszła szybko i usiadła na stołku. McGonagall założyła na jej
głowę Tiarę. Przez dość długą chwilę zastanawiała się, aż wykrzyknęła jej
przynależność. Gryffindor. Przy stole Lwa było słychać gwizdy i wiwaty. Z
uśmiechem na twarzy ruszyła w tam tą stronę. Wkrótce przyszła kolej na
stalowookiego. Podszedł do podestu dumnym krokiem i usiadł na stołku. Ostatni
raz uśmiechnął do Miony. Tiara ani przez chwilę się nie wachała. Slytherin.
Teraz przy stole Węża rozległy się krzyki. Ich spojrzenia się skrzyżowały. W
tej chwili uświadomili sobie, że nic już nie będzie tak jak dawniej.
Minerwa obudziła się z letargu. Już wtedy wiedziała, że
sprawy się pokomplikują dla nich. Nie myślała, że w ogóle się pogodzą. A
jednak. Miała nadzieję, że nic tego znowu nie zepsuje.
###
Szli korytarzem, cały czas się przedrzeźniając. Hermiona
już miała odpowiedzieć jakąś zgryźliwą uwagą, gdy usłyszała jakiś odgłos
wydobywający się, z któregoś z przedziałów. Szatynka spojrzała na blondyna,
który nie krył swojego zdziwienia. Dziewczyna, wsadziła rękę do kieszeni i
zacisnęła palce na różdżce. Powoli pochodzili do przedziału. Herm, delikatnie
otworzyła drzwi i widok jaki tam zobaczyła sprawił, że stanęła jak wryta. Jej
chłopak, Ron, całował się z tą, wywłoką, Lavender Brown. Nie mogła w to
uwierzyć. Przecież podobno była dla niego najważniejsza. Dziewczyna zatrzasnęła
drzwi od przedziału, czego najwidoczniej nie zauważyła para, i pobiegła przed
siebie. Malfoy, nie rozumiejąc jej zachowania, zaglądnął do pomieszczenia. Już
wiedział o co chodziło Gryfonce. Nie czekając pobiegł za nią. Znalazł ją po
chwili, patrzącą się w krajobraz za oknem. Po jej policzku popłynęła, jedna
kryształowa łza. Jej twarz nie wyrażała nic. Draco spojrzał w jej oczy. Były
zimne i obojętne, zupełnie jak jego. Ten wyraz nie pasował do jej ciepłych
bursztynowych oczu.
- Wyjdź stąd Malfoy – szepnęła. Nie poruszył się. Wstała z zamiarem nakrzyczenia na chłopaka.
Jej ciało przeszła fala dreszczu i za nim się odezwała, zauważyła, że Draco jest od niej o wiele wyższy, a z jej gardła wydobyło się ciche ryknięcie. Spojrzała w dół. Zobaczyła wielkie łapy. Spojrzała na blondyna ze zdziwieniem.
- Granger, spokojnie. Uspokój się – lecz ona nie słuchała. Zaczęła się miotać po całym przedziale – Granger, ogarnij się! – krzyknął zirytowany.
Poskutkowało. Popatrzyła w jego szare tęczówki, które działały kiedyś na nią kojąco i zaczęła się uspokajać. Po chwili wróciła do swojej formy, ale nadal patrzyła w oczy blondyna.
- Brawo, Granger. Zmieniłaś się w lwa, ale możesz przestać mnie podziwiać – uśmiechnął się kpiąco.
Gryfonka, tylko prychnęła na to stwierdzenie. Nie mogła w to uwierzyć. Zmieniła się w… lwa. Opadła na siedzenie. Nadal była w szoku, lecz ten po chwili znikł, a smutek powrócił. Jak się czuła? Źle. Nie myślała, że to tak się skończy. Faktycznie, nie układało się im, ale miała nadzieję na naprawienie tego. Ale teraz… nie po tym, co się stało. Już nie. Nie chciała więcej problemów, chociaż i tak, już je miała, szczególnie z odnalezieniem rodziców. Chociaż… czy to byli naprawdę jej rodzice? Do matki, była podobna i to bardzo, ale do ojca? Nie. Za dużo ich różniło. Nie była do niego podobna ani z charakteru, ani z wyglądu. Nie wiedziała, co o tym sądzić. Poczuła jak ktoś, koło niej siada i ją delikatnie obejmuje. Odwróciła głowę w stronę chłopaka. Jej oczy znów stały się zimne, takie nienaturalne. Zaczęła przyglądać się jego tęczówką, które znała na pamięć. Przy źrenicach były bardzo jasne, ale szybko się ściemniały. Bez żadnej skazy. Wielu uważało, że są puste, ale ona wiedziała, że za murem, który tworzył, w tych oczach kryje wiele odczuć, emocji. Zmęczona położyła głowę na jego ramieniu. Zmienili się. Oboje. A ona znowu wspominała dzień kiedy zaczęli się przyjaźnić. Dni, kiedy wszystko było dobrze. Dni, w których nie byli wrogami. Ubóstwiała dzień kiedy poszła do Hogwartu. Mogła rozwijać swoje umiejętności o których nie wiedziała do tego czasu, ale też nienawidziła tego dnia. Właśnie, wtedy straciła jedynego przyjaciela. Nawet Harry, nie wypełniał do końca tej pustki po nim.
Draco spojrzał na dziewczynę, która zasnęła w jego ramionach. Znów zadawał sobie to samo pytanie. Dlaczego zaprzepaścił z nią przyjaźń? Nie mógł na to nadal sobie odpowiedzieć, ale wiedział, że mu na niej zależy.
- Wyjdź stąd Malfoy – szepnęła. Nie poruszył się. Wstała z zamiarem nakrzyczenia na chłopaka.
Jej ciało przeszła fala dreszczu i za nim się odezwała, zauważyła, że Draco jest od niej o wiele wyższy, a z jej gardła wydobyło się ciche ryknięcie. Spojrzała w dół. Zobaczyła wielkie łapy. Spojrzała na blondyna ze zdziwieniem.
- Granger, spokojnie. Uspokój się – lecz ona nie słuchała. Zaczęła się miotać po całym przedziale – Granger, ogarnij się! – krzyknął zirytowany.
Poskutkowało. Popatrzyła w jego szare tęczówki, które działały kiedyś na nią kojąco i zaczęła się uspokajać. Po chwili wróciła do swojej formy, ale nadal patrzyła w oczy blondyna.
- Brawo, Granger. Zmieniłaś się w lwa, ale możesz przestać mnie podziwiać – uśmiechnął się kpiąco.
Gryfonka, tylko prychnęła na to stwierdzenie. Nie mogła w to uwierzyć. Zmieniła się w… lwa. Opadła na siedzenie. Nadal była w szoku, lecz ten po chwili znikł, a smutek powrócił. Jak się czuła? Źle. Nie myślała, że to tak się skończy. Faktycznie, nie układało się im, ale miała nadzieję na naprawienie tego. Ale teraz… nie po tym, co się stało. Już nie. Nie chciała więcej problemów, chociaż i tak, już je miała, szczególnie z odnalezieniem rodziców. Chociaż… czy to byli naprawdę jej rodzice? Do matki, była podobna i to bardzo, ale do ojca? Nie. Za dużo ich różniło. Nie była do niego podobna ani z charakteru, ani z wyglądu. Nie wiedziała, co o tym sądzić. Poczuła jak ktoś, koło niej siada i ją delikatnie obejmuje. Odwróciła głowę w stronę chłopaka. Jej oczy znów stały się zimne, takie nienaturalne. Zaczęła przyglądać się jego tęczówką, które znała na pamięć. Przy źrenicach były bardzo jasne, ale szybko się ściemniały. Bez żadnej skazy. Wielu uważało, że są puste, ale ona wiedziała, że za murem, który tworzył, w tych oczach kryje wiele odczuć, emocji. Zmęczona położyła głowę na jego ramieniu. Zmienili się. Oboje. A ona znowu wspominała dzień kiedy zaczęli się przyjaźnić. Dni, kiedy wszystko było dobrze. Dni, w których nie byli wrogami. Ubóstwiała dzień kiedy poszła do Hogwartu. Mogła rozwijać swoje umiejętności o których nie wiedziała do tego czasu, ale też nienawidziła tego dnia. Właśnie, wtedy straciła jedynego przyjaciela. Nawet Harry, nie wypełniał do końca tej pustki po nim.
Draco spojrzał na dziewczynę, która zasnęła w jego ramionach. Znów zadawał sobie to samo pytanie. Dlaczego zaprzepaścił z nią przyjaźń? Nie mógł na to nadal sobie odpowiedzieć, ale wiedział, że mu na niej zależy.
Witam z rozdziałem 4!!
To jest najdłuższy rozdział jaki napisałam XD ... ale do rzeczy.
Mam nadzieję, że Wam się podobał. Czasu na pisanie, praktycznie nie mam, więc będę dodawać je sporadycznie. Jeżeli ktoś to czyta to proszę o komentarze, bo to naprawdę motywuje i to BARDZO
Do następnego ;)
Pozdrawiam
L.A.
To jest najdłuższy rozdział jaki napisałam XD ... ale do rzeczy.
Mam nadzieję, że Wam się podobał. Czasu na pisanie, praktycznie nie mam, więc będę dodawać je sporadycznie. Jeżeli ktoś to czyta to proszę o komentarze, bo to naprawdę motywuje i to BARDZO
Do następnego ;)
Pozdrawiam
L.A.
Znalazłam tylko jeden błąd: "Zaczęła się przyglądać jego tęczówkĄ..."-powinno być tęczówkOM.
OdpowiedzUsuńAle tak ogolenie to rozdział fajny. Jedyne co mi przeszkadzało to to, że nie opisywałaś dokładnie niektórych sytuacji, co mnie troszkę irytowało. Np. wybranie ich na prefektów było zamknięte w jednym zdaniu. Ale te opisy później same przyjdą.
Chciałabym jeszcze zapytać z czystej ciekawość o jedno... Pisałaś u mnie na blogu w komentarzu, że też chodzisz do szkoły muzycznej... W której klasie jesteś? Pierwszy czy drugi stopień? Na jakim instrumencie grasz?
W sumie wyszły trzy pytania, ale to szczegół (ciągle powtarzam ten zwrot "ale to szczegół..." i ostatnio koleżanka mi powiedziała, że według mnie całe życie to szczegół XD)
Czekam na rozdział z niecierpliwością.
Pozdrawiam
E.L.
PS-ja też mam teraz nawał pracy przy zakończeniu roku szkolnego, bo ja w tym roku kończę szósta klasę... Dlatego też zawiesiłam bloga.
Jestem na pierwszym stopniu, trzecia klasa, cykl czteroletni. Również gram na skrzypcach XD
OdpowiedzUsuńPostaram się pisać więcej opisów
Pozdrawiam
L. A.
Ja jestem na pierwzy stopniu w cyklu sześcioletnim w piątej klasie, ale uczę się szósty rok. To dlatego, że przenosiłam się ze szkoły prywatnej do państwowej i tak po prostu musiało być...
UsuńPozdrawiam
E.L.