Jej
poduszka wydawała się jakby twardsza, ale nie to jej nie pasowało. Pachniała
mocnymi męskimi perfumami. Otworzyła leniwie oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu.
Była w przedziale. Wydarzenia sprzed kilku godzin wróciły z zawrotną
prędkością. Spojrzała w prawo i natknęła się na stalowe tęczówki. Po chwili
zorientowała się, że tkwi w ramionach blondyna. Szybko oderwała się od niego.
Spojrzała na zegarek.
- Za pół godziny będziemy musieli sprawdzić pociąg – powiedziała, nie patrząc na niego. Już chciał coś powiedzieć, gdy ta szybko dodała. – Ty sprawdzasz tył, a ja przód.
Nie czekając na jego reakcję, wyszła. Skierowała się w stronę swojego przedziału, nie wiedząc, że od jakiegoś czasu obserwuje ich blondynka.
- Za pół godziny będziemy musieli sprawdzić pociąg – powiedziała, nie patrząc na niego. Już chciał coś powiedzieć, gdy ta szybko dodała. – Ty sprawdzasz tył, a ja przód.
Nie czekając na jego reakcję, wyszła. Skierowała się w stronę swojego przedziału, nie wiedząc, że od jakiegoś czasu obserwuje ich blondynka.
###
Jeszcze
kilka minut wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła szatynka. Jak ona mogła
go tak zbyć? Skierował głowę w stronę okna. Chciałby mieć z nią dobre stosunki,
takie jak kiedyś. Gdy ruszył za nią, a później spojrzał w jej oczy, coś w nim
pękło. Już rozumiał jak się czuła, gdy nazywał ją szlamą, choć tego nie chciał.
Musiał. Był pilnowany. Wiedział, że jest silna i poradzi sobie z tym, tylko to
słowo wydobyło się z jego ust. Jej przyjaciela. Byłego. Westchnął. Pamiętał,
gdy po raz pierwszy nazwał ją szlamą.
Szedł z drużyną, w którą
oczywiście wkupił go ojciec, ale potrafił wspaniale grać. Zobaczył burzę
brązowych loków i uśmiechnął się pod nosem. Cały czas nie mogła ich ujarzmić.
- Patrzcie, kto idzie! To ta szlama Granger! – krzyknął ktoś z drużyny.
Dziewczyna, stanęła i obróciła się do nich przodem. W jej oczach malowała się złość. Zaczęli ją wyzywać, a ona przyjmowała wszystkie obelgi z dumnie uniesioną głową. Obserwował to z boku. Nie mógł uwierzyć jak ona to wszystko znosi. Gdy zorientowali się, że na nią to nie działa, ktoś go popchnął i spojrzał wyczekująco. Nie miał wyjścia. Musiał to zrobić, choć to była jego przyjaciółka. Dopiero teraz zauważyła blondyna. W jej tęczówkach zagościło zdziwienie, ale i lekka radość. Po chwili skojarzyła fakty. Zrobiła krok do tyłu. Podszedł do niej bardzo blisko i lekko się nachylił.
- Jesteś zwykłą, małą, brudną szlamą, Herm – szepnął i szybko odsunął.
Zobaczył w jej oczach smutek, żal i ból, ale najgorsze było to, że w jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie chciał na to patrzeć, tylko przytulić i powiedzieć jaka jest dla niego ważna. Dziewczyna uniosła dumnie głowę i omiotła pogardliwym wzrokiem resztę, zatrzymując się na nim. Po chwili odeszła, a wszyscy stali lekko osłupieni. Nie uroniła żadnej łzy.
- Patrzcie, kto idzie! To ta szlama Granger! – krzyknął ktoś z drużyny.
Dziewczyna, stanęła i obróciła się do nich przodem. W jej oczach malowała się złość. Zaczęli ją wyzywać, a ona przyjmowała wszystkie obelgi z dumnie uniesioną głową. Obserwował to z boku. Nie mógł uwierzyć jak ona to wszystko znosi. Gdy zorientowali się, że na nią to nie działa, ktoś go popchnął i spojrzał wyczekująco. Nie miał wyjścia. Musiał to zrobić, choć to była jego przyjaciółka. Dopiero teraz zauważyła blondyna. W jej tęczówkach zagościło zdziwienie, ale i lekka radość. Po chwili skojarzyła fakty. Zrobiła krok do tyłu. Podszedł do niej bardzo blisko i lekko się nachylił.
- Jesteś zwykłą, małą, brudną szlamą, Herm – szepnął i szybko odsunął.
Zobaczył w jej oczach smutek, żal i ból, ale najgorsze było to, że w jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie chciał na to patrzeć, tylko przytulić i powiedzieć jaka jest dla niego ważna. Dziewczyna uniosła dumnie głowę i omiotła pogardliwym wzrokiem resztę, zatrzymując się na nim. Po chwili odeszła, a wszyscy stali lekko osłupieni. Nie uroniła żadnej łzy.
Po
raz kolejny westchnął. Jak on mógł być tak, głupi?! Usłyszał szczęk otwieranych
drzwi. Nie zwrócił na to uwagi, póki
ten ktoś nie usiadł koło niego i bardzo blisko przysunął. Obrócił głowę lekko
zdezorientowany , ale to od razu przerodziło się w irytację. Szybko wstał, nie
zważając na to, że dziewczyna prawie spadła z siedzenia.
- Odwal się – warknął. Choć nie znał tej dziewczyny długo irytowała go jak Greengrass.
- Oj, przestań już. Nie powiesz, że Ci się nie podobam – uśmiechnęła się uroczo. Zawsze dostawała to, czego chciała i teraz też musiało tak być.
-Nie, nie podobasz mi się – na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek.
Skierował się w stronę wyjścia, gdy zatrzymał go jej głos.
- Ach, no tak. Podobają Ci się szatynki – uśmiechnęła się jadowicie. Zareagował tak jak podejrzewała. Odwrócił się natychmiastowo.
- Czego chcesz?! – zdenerwował się. Ta rozmowa nie miała sensu
- Nic szczególnego. Zacznijmy znajomość od nowa. Będziesz spędzać ze mną trochę czasu i to wszystko. Oczywiście to nie będzie trwało jakoś długo. Może miesiąc, dwa? Po prostu siedzisz ze mną na lekcjach, uczymy się razem, no chyba, że będziesz chciał czegoś więcej – wstała i przysunęła się do niego, a on szybko od niej odskoczył. - A raczej nie chcesz, aby coś stało się tej szlamie – mówiąc to, wytworzyła małe tornado wodne na dłoni, które po chwili zmieniło się w lód i rozprysło. – Więc, zacznijmy od nowa – dodała i wysunęła w jego stronę rękę – Abigail Taille.
Musiał się zgodzić, nie chciał narażać Granger, tym bardziej, że nie wiedział do czego zdolna jest ta dziewczyna, tym bardziej, że władała jednym z żywiołów.
- Dracon Malfoy – ujął jej rękę niezbyt delikatnie.
- Miło Cię poznać – uśmiechnęła się, odwróciła i wyszła z pokoju zostawiając Ślizgona samego.
- Odwal się – warknął. Choć nie znał tej dziewczyny długo irytowała go jak Greengrass.
- Oj, przestań już. Nie powiesz, że Ci się nie podobam – uśmiechnęła się uroczo. Zawsze dostawała to, czego chciała i teraz też musiało tak być.
-Nie, nie podobasz mi się – na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek.
Skierował się w stronę wyjścia, gdy zatrzymał go jej głos.
- Ach, no tak. Podobają Ci się szatynki – uśmiechnęła się jadowicie. Zareagował tak jak podejrzewała. Odwrócił się natychmiastowo.
- Czego chcesz?! – zdenerwował się. Ta rozmowa nie miała sensu
- Nic szczególnego. Zacznijmy znajomość od nowa. Będziesz spędzać ze mną trochę czasu i to wszystko. Oczywiście to nie będzie trwało jakoś długo. Może miesiąc, dwa? Po prostu siedzisz ze mną na lekcjach, uczymy się razem, no chyba, że będziesz chciał czegoś więcej – wstała i przysunęła się do niego, a on szybko od niej odskoczył. - A raczej nie chcesz, aby coś stało się tej szlamie – mówiąc to, wytworzyła małe tornado wodne na dłoni, które po chwili zmieniło się w lód i rozprysło. – Więc, zacznijmy od nowa – dodała i wysunęła w jego stronę rękę – Abigail Taille.
Musiał się zgodzić, nie chciał narażać Granger, tym bardziej, że nie wiedział do czego zdolna jest ta dziewczyna, tym bardziej, że władała jednym z żywiołów.
- Dracon Malfoy – ujął jej rękę niezbyt delikatnie.
- Miło Cię poznać – uśmiechnęła się, odwróciła i wyszła z pokoju zostawiając Ślizgona samego.
###
Weszła
do przedziału i coś czarnego się na nią rzuciło, przez co wylądowała na
podłodze. Spojrzała do góry i zobaczyła mordkę owczarka belgijskiego, który
zaczął lizać ją po całej twarzy,
- Trubel, złaź ze mnie! – nie mogła wytrzymać ze śmiechu.
Po chwili, ktoś odciągnął suczkę od niej. Tym kimś okazał się Harry, któremu od razu podziękowała.
- Czemu tak długo Cię nie było? – zapytał.
Miona nie chcąc go okłamywać, powiedziała mu o wszystkim. Oczy lekko jej się zaszkliły, ale nie uroniła żadnej łzy.
- Nie przejmuj się tym idiotą, nie jest Ciebie wart – uśmiechnął się i przytulił ją.
- Dzięki Harry - odwzajemniła uścisk. Pociąg po chwili stanął – Muszę iść, sprawdzić przedziały. Możesz się nią przez ten czas zająć? – wskazała głową na psa. Chłopak przytaknął, a dziewczyna przykucnęła przy suczce – A ty bądź grzeczna, dobrze? – owczarek zaszczekał radośnie.
Przytuliła Wybrańca i wyszła z pomieszczenia. Skierowała się w stronę początku pociągu. Zaglądała do przedziałów, a w większości z nich, nie było nikogo. Miała już wchodzić do ostatniego pomieszczenia, gdy wyszła z niego blondynka, której nie znała, wraz z siostrami Greengrass. Pierwsza z nich, popchnęła Granger, a ta lekko się zachwiała. Rzuciła im zirytowane spojrzenie. Mogła się poszczycić swoim metr siedemdziesiąt pięć, więc patrzyła na nie z góry. Ale przy Draco była niska. Czemu się dziwić skoro miał metr dziewięćdziesiąt trzy? Czemu ona o nim myśli?! Spojrzała jeszcze raz na dziewczyny, które myślały, że będą mogły się z niej pośmiać.
- Ogarnijcie się i wyłaźcie z pociągu – warknęła i skierowała się do wyjścia. Usłyszała prychnięcie, później jakąś nie zrozumiałą formułkę, a zaklęcie poszybowało w jej stronę. Szybko się odwróciła i szepnęła Protego. Blondynka była zdezorientowana. Nie myślała, że szatynka się obroni.
- Expelliarmus – Gryfonka chwyciła w powietrzu różdżkę nieznajomej. – Za napaść na prefekta naczelnego, miesiąc szlabanu u Filcha – uśmiechnęła się słodko, odrzuciła magiczny patyk i wyszła z pociągu.
- Trubel, złaź ze mnie! – nie mogła wytrzymać ze śmiechu.
Po chwili, ktoś odciągnął suczkę od niej. Tym kimś okazał się Harry, któremu od razu podziękowała.
- Czemu tak długo Cię nie było? – zapytał.
Miona nie chcąc go okłamywać, powiedziała mu o wszystkim. Oczy lekko jej się zaszkliły, ale nie uroniła żadnej łzy.
- Nie przejmuj się tym idiotą, nie jest Ciebie wart – uśmiechnął się i przytulił ją.
- Dzięki Harry - odwzajemniła uścisk. Pociąg po chwili stanął – Muszę iść, sprawdzić przedziały. Możesz się nią przez ten czas zająć? – wskazała głową na psa. Chłopak przytaknął, a dziewczyna przykucnęła przy suczce – A ty bądź grzeczna, dobrze? – owczarek zaszczekał radośnie.
Przytuliła Wybrańca i wyszła z pomieszczenia. Skierowała się w stronę początku pociągu. Zaglądała do przedziałów, a w większości z nich, nie było nikogo. Miała już wchodzić do ostatniego pomieszczenia, gdy wyszła z niego blondynka, której nie znała, wraz z siostrami Greengrass. Pierwsza z nich, popchnęła Granger, a ta lekko się zachwiała. Rzuciła im zirytowane spojrzenie. Mogła się poszczycić swoim metr siedemdziesiąt pięć, więc patrzyła na nie z góry. Ale przy Draco była niska. Czemu się dziwić skoro miał metr dziewięćdziesiąt trzy? Czemu ona o nim myśli?! Spojrzała jeszcze raz na dziewczyny, które myślały, że będą mogły się z niej pośmiać.
- Ogarnijcie się i wyłaźcie z pociągu – warknęła i skierowała się do wyjścia. Usłyszała prychnięcie, później jakąś nie zrozumiałą formułkę, a zaklęcie poszybowało w jej stronę. Szybko się odwróciła i szepnęła Protego. Blondynka była zdezorientowana. Nie myślała, że szatynka się obroni.
- Expelliarmus – Gryfonka chwyciła w powietrzu różdżkę nieznajomej. – Za napaść na prefekta naczelnego, miesiąc szlabanu u Filcha – uśmiechnęła się słodko, odrzuciła magiczny patyk i wyszła z pociągu.
# # #
Poczekał, aż wszyscy wejdą do powozów. Zastanawiał
się, czy podjął dobrą decyzję. Granger to bardzo utalentowana czarownica i na
pewno, by sobie z nią poradziła. Jednak, nie wiedział co ta Taille potrafi. Po
chwili ktoś położył mu rękę na ramieniu. Obrócił głowę i napotkał bursztynowe
tęczówki, w których utonął. Nadal były obojętne i zimne. Znał ją i wiedział, że
zawsze tak ma gdy jest smutna lub się zawiodła. Kiedyś to on był tego powodem.
- Chodź – szepnęła i nie czekając na niego skierowała się w stronę pojazdu.
Jeszcze chwilę stał w miejscu, po czym szybko ruszył tam gdzie udała się dziewczyna. Dziewczyna zajęła miejsce koło okna. Usiadł koło niej. Nic nie powiedziała. Siedzieli w ciszy, aż w końcu szatynka ją przerwała.
- Alice przyjeżdża?
- Tak, kazała Cię pozdrowić.
- Cała ona – delikatnie się uśmiechnęła, a w jej oczach przez chwilę zaświeciły iskierki szczęścia.
- I będzie z nami na roku – na tę wiadomość, odwróciła głowę w jego stronę, a jej uśmiech się powiększył.
Widząc to sam się uśmiechnął i lekko ją objął. Spięła się, dlatego chciał ją puścić, ale rozluźniła się i wtuliła w niego. Był przez chwilę zdezorientowany, ale od razu przyciągnął ją do siebie. nie odzywała się, nic. Po prostu, wtuliła się w niego jak w ulubionego misia. Nie wiedział ile w tym trwali. Nagle, odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Ona zobaczyła troskę, a on… jakąś iskierkę, która szybko zgasła. Nie wiedział, dlaczego.
- Draco… zapomnij o tym co się stało w pociągu. Nie wchodźmy sobie w drogę… ignorujmy się – jej oczy stawały się zimne, a przez chwilę zobaczył w nich ból.
Czuł jakby dostał nożem w serce. Zraniła go. Nie po to, się z nią godził by się ignorowali. Chciał, żeby choć po części ich stosunki były takie jak kiedyś. Nie zdążył jej odpowiedzieć, a powóz się zatrzymał i dziewczyna z niego szybko wyszła. Nie dam się tak spławić, pomyślał. Sam wysiadł z pojazdu. Wszyscy kierowali się do wrót Hogwartu. Nie mógł, jej spostrzec w tym tłumie. Chciał jej poszukać, ale szybko z tego zrezygnował. I tak by jej nie znalazł. Podążył za resztą do Wielkiej Sali.
- Chodź – szepnęła i nie czekając na niego skierowała się w stronę pojazdu.
Jeszcze chwilę stał w miejscu, po czym szybko ruszył tam gdzie udała się dziewczyna. Dziewczyna zajęła miejsce koło okna. Usiadł koło niej. Nic nie powiedziała. Siedzieli w ciszy, aż w końcu szatynka ją przerwała.
- Alice przyjeżdża?
- Tak, kazała Cię pozdrowić.
- Cała ona – delikatnie się uśmiechnęła, a w jej oczach przez chwilę zaświeciły iskierki szczęścia.
- I będzie z nami na roku – na tę wiadomość, odwróciła głowę w jego stronę, a jej uśmiech się powiększył.
Widząc to sam się uśmiechnął i lekko ją objął. Spięła się, dlatego chciał ją puścić, ale rozluźniła się i wtuliła w niego. Był przez chwilę zdezorientowany, ale od razu przyciągnął ją do siebie. nie odzywała się, nic. Po prostu, wtuliła się w niego jak w ulubionego misia. Nie wiedział ile w tym trwali. Nagle, odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Ona zobaczyła troskę, a on… jakąś iskierkę, która szybko zgasła. Nie wiedział, dlaczego.
- Draco… zapomnij o tym co się stało w pociągu. Nie wchodźmy sobie w drogę… ignorujmy się – jej oczy stawały się zimne, a przez chwilę zobaczył w nich ból.
Czuł jakby dostał nożem w serce. Zraniła go. Nie po to, się z nią godził by się ignorowali. Chciał, żeby choć po części ich stosunki były takie jak kiedyś. Nie zdążył jej odpowiedzieć, a powóz się zatrzymał i dziewczyna z niego szybko wyszła. Nie dam się tak spławić, pomyślał. Sam wysiadł z pojazdu. Wszyscy kierowali się do wrót Hogwartu. Nie mógł, jej spostrzec w tym tłumie. Chciał jej poszukać, ale szybko z tego zrezygnował. I tak by jej nie znalazł. Podążył za resztą do Wielkiej Sali.
Witam!
Przepraszam z góry za to, że przez trzy tygodnie nie dodałam niczego.
Ale za to rozdział jest dłuższy niż zwykle.
Mam nadzieję, że was zadowoli :)
Moim zdaniem... jest nawet ok, ale to do was należy krytyka.
Kolejny rozdział?
Nie mam pojęcia.
Do wakacji powinny pojawić się jeszcze dwa.
Chyba wspomniałam o wszystkim...
Tak więc do zobaczenia i pozdrawiam
L.A.
Przepraszam z góry za to, że przez trzy tygodnie nie dodałam niczego.
Ale za to rozdział jest dłuższy niż zwykle.
Mam nadzieję, że was zadowoli :)
Moim zdaniem... jest nawet ok, ale to do was należy krytyka.
Kolejny rozdział?
Nie mam pojęcia.
Do wakacji powinny pojawić się jeszcze dwa.
Chyba wspomniałam o wszystkim...
Tak więc do zobaczenia i pozdrawiam
L.A.
Sorry, że nie komentowałam, ale miałam totalny młyn. Lecę czytać dalej!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
E.L.