sobota, 19 września 2015

Rozdział 6

Szybko rzuciła zaklęcie i jej włosy zmieniły się w czarne pukle. Zrobiła to w ostatniej chwili, gdyż z powozu wyszedł blondyn. Przez chwilę rozglądał się po wszystkich, ale zrezygnował i podążył za tłumem. Zdjęła z siebie czar i odetchnęła z ulgą. Była za blisko, gdyby nie zaklęcie, odnalazłby ją. Gdy teraz przyjrzała się całemu zajściu, nie potrzebnie kazała im się ignorować. Sama chciała odnowić tą znajomość, a teraz potępiała się za własną głupotę. Znów zadziałała pod wpływem impulsu, dlatego że bała się go znów dopuścić do siebie. Bała się ponownego zranienia. Nie zauważyła nawet, kiedy weszła do Wielkiej Sali. Od razu skierowała się w stronę Domu Lwa.
# # #

- Witam Was wszystkich w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Cieszymy się, że nasza szkoła została odbudowana, w tak krótkim czasie. Na początek kilka informacji. Mamy nowego nauczyciela od Obrony Przed Czarną Magią, pana Christophera  Malediction. –wymieniony mężczyzna wstał, a po Sali rozeszły się westchnienia dziewczyn. Granger na ten widok zrobiło się nie dobrze -Wstęp do Zakazanego Lasu, jak co roku jest zabroniony. Zanim rozpocznie się uczta, przydzielimy jeszcze dwie uczennice, które będą na siódmym roku.
Po Sali rozeszły się szmery. Po chwili do pomieszczenia weszły dwie blondynki. Alice Malfoy i dziewczyna, która zaatakowała Hermionę. Na twarzy szatynki pojawił się grymas.
- Malfoy, Alice.
- SLYTHERIN!
Nie musiała nawet zakładać Tiary na głowę. Przy stole Węża, dało się słyszeć wrzaski. Dziewczyna usiadła obok swojego brata. To było do przewidzenia.
- Taille, Abigail
Na twarzy Gryfonki, pojawił się szok, spowodowany słowami McGonagall. Przecież była to jej kuzynka! Jej matka miała francuskie korzenie, ale nie myślała, że… magiczne. Czyli ona… nie jest szlamą. Tak, oznacza to również, że matka ją okłamywała przez tyle lat. Jednak to tłumaczy, dlaczego nie można było wchodzić do jej gabinetu. Nawet tato. Tata. Czy on był jej prawdziwym ojcem, czy to było kolejne kłamstwo jej matki? Dziewczyna nie zauważyła nawet, kiedy Taille usiadła na stołku. Z zamyślenia wyrwał ją wrzask Tiary.
- SLYTHERIN!!
Przy stole Węża rozległ się jeszcze większy wrzask. Spojrzała w tamtą stronę. Draco nawet nie spojrzał na blondynkę i dalej prowadził rozmowę ze swoją siostrą.
Odwróciła wzrok i lekko uśmiechnęła się. Jej kuzynka zawsze była wredna, więc było do przewidzenia, że tam trafi. Szkoda tylko, że tak ją potraktowała w pociągu. Po co ona ją atakowała? Nie wiedziała.
- Po tym przydziale, może…
- Granger, Hermiona! – przerwała dyrektorce czapa.
Dziewczyna spojrzała na dyrektorkę zdumiona, ale ta skinęła jej głową. Szatynka wstała i podążyła do stołka. W Sali dało się usłyszeć gwizdy chłopaków na jej widok. Lecz nie zwracała na to uwagi. Po chwili usłyszała w głowie głos.
- Wiedziałam, że się znów spotkamy. Pamiętasz swój pierwszy przydział? – To znaczy? - Wtedy Ci zapowiedziałam, że na siódmym roku stanie się coś niezwykłego. I owszem. Tak będzie. Ale to wkrótce. Nie jesteś mugolaczką, ale to już pewnie wiesz. Jesteś potężna Hermiono. Nie zapominaj o tym. Powodzenia.- Co z moim domem?- Co z twoim domem? Zostajesz w Gryffindorze, choć mogłaś wcześniej trafić do Slytherinu, ale jesteś w większej mierze Gryfonką. Powodzenia dziecko. I strzeż się.
I skończyło się. Głos zamilkł. Szatynka otępiała zeszła ze stołka i usiadła na swoim miejscu. Nie docierały do niej żadne głosy. Po chwili na stołach pojawiły się potrawy. Zjadła szybko i udała się do prywatnego dormitorium. Stanęła pod ścianą gdzie była rzeźba rycerza. Wypowiedziała hasło a posąg odsunął się ukazując jej przejście. Weszła do prostokątnego pomieszczenia. Ściany były pomalowane srebrną farbą. Z lewej strony był kominek, przed nim stał szklany stoliczek, a przy nim czarna, skórzana sofa z dwoma fotelami do kompletu. Z prawej strony rozciągała się wielka biblioteczka, a w rogu… stał fortepian. Obiecała sobie, że później przy nim usiądzie. Naprzeciwko niej były drzwi. Dokładnie trzy. Podeszła do tych na środku i otworzyła je. Znalazła się w łazience. Wyłożona była czarnymi i czerwonymi kafelkami. Po lewej stronie znajdowała się ogromna wanna. Obok niej szafeczka. Dziewczyna otwarła ją. Były tam różne olejki do kąpieli. Po prawej rozciągało się wielkie lustro z dwoma umywalkami pod spodem. Toaleta znajdowała się za ścianką. Wyszła z pomieszczenia i skierowała się do drzwi po lewej stronie na których widniało godło jej domu. Przeszła przez nie i jej oczą ukazał się duży kwadratowy pokój, hebanowe panele i meble oraz ściany w kolorze krwistej czerwieni. Pierwsze co się rzucało się w oczy to wielkie łóżko, znajdujące się po lewej stronie. Leżała na nim czarna narzuta. Po obu stronach szafeczki, a na nich czerwone lampki nocne.  Obok łóżka kolejne wejście, zapewne do garderoby. Po prawej biurko i kolejna biblioteczka. Najbardziej jednak, spodobało jej się wielkie okno oraz duży parapet, obłożony poduszkami, na którym będzie mogła przesiadywać. Poszła do, jak mniemanej, garderoby. Przebrała się w długie, szare dresy oraz czarną bluzę kangurke. Wyszła szybko z pokoju i znowu wpadła na kogoś. Westchnęła zirytowana. Zdarzało jej się to zbyt często. Do jej nozdrzy doleciał zapach drogiej wody kolońskiej. Szybko podniosła głowę i zobaczyła szare oczy. Chciała się wyrwać, ale chłopak trzymał ją zbyt mocno swoich ramionach. Nie przestawała się szarpać. Blondyn przyszpilił ją do ściany i unieruchomił jej nadgarstki, jedną ręką, nad głową szatynki. Spuściła głowę. Nie chciała na niego patrzeć. Zraniła go, nawet nie wiedziała po co. Palcami podniósł jej podbródek tak, aby na niego spojrzała. Nie zobaczyła tam rozczarowania. Była tam złość i iskierka żalu. Ale ta iskierka, właśnie ją bolała. Wiedziała, że zawiodła. Zawsze tak na nią patrzył, gdy nie dopuszczała go do siebie.
- Nie sądzisz, że musimy pogadać? – zapytał.
- Nie mamy o czym – znów przybrała te zimny ton. Ten, którym obdarzała każdego.
- Możesz przestać?!- warknął. – Tym tonem mnie nie zbyjesz, Herm- dodał już spokojnie.
Powiedział jej imię, ale nie tak jak wszyscy. Z ukrytą czułością. Nikt nie miał prawa mówić do niej tak. Nikt. Odkąd on ją pierwszy raz wyzwał od szlam. Powoli skinęła głową. Odsunął się od niej i poluźnił uścisk na jej nadgarstkach. Trzymał ją za rękę i pociągnął w kierunku kanapy. Usiedli na niej. Chłopak nadal nie puszczał jej nadgarstka.
- Możesz mi powiedzieć, co to miało być w powozie? – nie odpowiadała. Tym razem, to on westchnął.
Uniosła lekko głowę. Patrzył na dłoń, w której trzymał jej rękę. Niepewnie przysunęła się do niego, tak, że stykali się kolanami. Sięgnęła po jego dłoń. Znajdował się tam rzemyk z zawieszką. Pogładziła serduszko opuszkami palców. Podniosła wzrok na jego twarz. Jego oczy były skupione na jej ręce, po chwili i on spojrzał na nią.
- Pamiętasz, tamten dzień? – kiwnął głową. – Obiecaliśmy sobie, że na zawsze będziemy przyjaciółmi, będziemy sobie ufać, nie… nie zranimy się – w jej oczach zaczęły zbierać się łzy, nie pozwoliła im popłynąć. – Pytasz co to miało tam być. O tuż, nie chcę cierpieć. Znowu. Zrozum mnie. Ufałam Ci jak nikomu innemu. Nawet Harry, nie wypełnił tej pustki – po jej policzku popłynęła łza, nie umiała jej powstrzymać. – Wiesz, jak dużo razy myślałam, co by było gdybyś mnie wtedy nie wyzwał? Byłeś pierwszą osobą, która mnie tak skrzywdziła. Dlaczego, wtedy to powiedziałam? Powtórzę. Nie chcę ponownie cierpieć przez osobę, która jest dla mnie ważna – teraz już nie tamowała łez. Nie musiała udawać.
Bez wahania ją przytulił. Zrozumiał, co czuła przez te wszystkie lata. Ona również się w niego wtuliła.
- Nie będziesz już cierpieć, nie przeze mnie- wyszeptał.
- Tego nie wiesz.
Oderwała się od niego i poszła do swojego pokoju, zanim zdążył coś odpowiedzieć. Znowu to ona zakończyła rozmowę.




Witam!
Jak widać, wróciłam po długiej przerwie.
Bardzo przepraszam, za tą długą nieobecność, ale nie miałam dostępu do mojego komputera.
Szczerze, rozdział bardzo trudno się pisało i nie wiem czy bym go zaczęła, gdyby nie jedna mała, karteczka, na której miałam zapisany początek. Ale wracając. Rozdział mam nadzieję, że jest w miarę ok i docenicie moje wypociny.
Zawarłam w nim większość tego co miało być.
I gdyby ktoś nie zrozumiał o co chodzi z tym imieniem Hermiony. Chodzi o jego zdrobnienie, Herm.
Draco użył go, gdy pierwszy raz ją wyzwał (rozdział 5)
W razie pytań udostępniam swój e-mail.
olsonek007@wp.pl
Pozdrawiam
L. A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz