To nie rozdział. Chciałabym ogłosić wszystkim, że odchodzę z Blogspota. Nasuwa się pytanie... Dlaczego? Po prostu nie wiem czy ktoś to czyta, nie ma żadnego znaku (podałam prywatny e-mail, którego sprawdzam codziennie), nawet nie wiem czy się Wam podobało.
Czy kończę tą historię, taką "niedokończoną" i zostawiam pisanie na zawsze? Oczywiście, że nie przestanę pisać. Za bardzo to pokochałam. Zaczęłam pisać, bo namówiła mnie do tego przyjaciółka. Czytała moje zdania z polskiego (z czego do dziś się śmieję).
Moje opowiadanie jest udostępniane na Wattpad'zie, gdzie wiem, że jest czytane. Co z tego, że są na tym blogu wyświetlenia skoro nie ma komentarzy? Dla Was to bardzo mała rzecz, a dla mnie... Motor do pisania.
Już dość mojego żalenia.
Podaję jeszcze raz e-mail, może chciałby ktoś o coś zapytać, odpowiem na wszystko.
olsonek007@wp.pl
Chce jeszcze przeprosić za moją decyzję, ale nie widziałam większego sensu w publikowaniu tu tej historii.
Niedługo pojawi się miniaturka, tak na zakończenie.
Jeszcze raz.
Przepraszam.
Po raz ostatni
L. A.
dramione trochę inaczej
czwartek, 29 października 2015
czwartek, 22 października 2015
Info!!
Jeżeli ktoś tu wchodzi...
Nie jestem nawet w połowie pisania kolejnego rozdziału, więc nie wiem kiedy się pojawi
Ale ja nie o tym chciałam!
Pracuję teraz na Wattpad'zie i gdyby ktoś (kiedyś) zobaczył tam taką samą treść, to zapewne moje konto :)
Jeżeli ktoś będzie chciał tam zajrzeć, zapraszam, ale już mówię JEST TO TA SAMA TREŚĆ
Konto: Olson007
Pozdrawiam
L.A.
Nie jestem nawet w połowie pisania kolejnego rozdziału, więc nie wiem kiedy się pojawi
Ale ja nie o tym chciałam!
Pracuję teraz na Wattpad'zie i gdyby ktoś (kiedyś) zobaczył tam taką samą treść, to zapewne moje konto :)
Jeżeli ktoś będzie chciał tam zajrzeć, zapraszam, ale już mówię JEST TO TA SAMA TREŚĆ
Konto: Olson007
Pozdrawiam
L.A.
sobota, 19 września 2015
Rozdział 6
Szybko rzuciła zaklęcie i jej włosy zmieniły się w czarne
pukle. Zrobiła to w ostatniej chwili, gdyż z powozu wyszedł blondyn. Przez
chwilę rozglądał się po wszystkich, ale zrezygnował i podążył za tłumem. Zdjęła
z siebie czar i odetchnęła z ulgą. Była za blisko, gdyby nie zaklęcie,
odnalazłby ją. Gdy teraz przyjrzała się całemu zajściu, nie potrzebnie kazała
im się ignorować. Sama chciała odnowić tą znajomość, a teraz potępiała się za
własną głupotę. Znów zadziałała pod wpływem impulsu, dlatego że bała się go
znów dopuścić do siebie. Bała się ponownego zranienia. Nie zauważyła nawet,
kiedy weszła do Wielkiej Sali. Od razu skierowała się w stronę Domu Lwa.
# # #
- Witam Was wszystkich w Szkole Magii i Czarodziejstwa
Hogwart. Cieszymy się, że nasza szkoła została odbudowana, w tak krótkim
czasie. Na początek kilka informacji. Mamy nowego nauczyciela od Obrony Przed
Czarną Magią, pana Christophera Malediction. –wymieniony mężczyzna wstał, a po
Sali rozeszły się westchnienia dziewczyn. Granger na ten widok zrobiło się nie
dobrze -Wstęp do Zakazanego Lasu, jak co roku jest zabroniony. Zanim rozpocznie
się uczta, przydzielimy jeszcze dwie uczennice, które będą na siódmym roku.
Po Sali rozeszły się szmery. Po chwili do pomieszczenia weszły dwie blondynki. Alice Malfoy i dziewczyna, która zaatakowała Hermionę. Na twarzy szatynki pojawił się grymas.
- Malfoy, Alice.
- SLYTHERIN!
Nie musiała nawet zakładać Tiary na głowę. Przy stole Węża, dało się słyszeć wrzaski. Dziewczyna usiadła obok swojego brata. To było do przewidzenia.
- Taille, Abigail
Na twarzy Gryfonki, pojawił się szok, spowodowany słowami McGonagall. Przecież była to jej kuzynka! Jej matka miała francuskie korzenie, ale nie myślała, że… magiczne. Czyli ona… nie jest szlamą. Tak, oznacza to również, że matka ją okłamywała przez tyle lat. Jednak to tłumaczy, dlaczego nie można było wchodzić do jej gabinetu. Nawet tato. Tata. Czy on był jej prawdziwym ojcem, czy to było kolejne kłamstwo jej matki? Dziewczyna nie zauważyła nawet, kiedy Taille usiadła na stołku. Z zamyślenia wyrwał ją wrzask Tiary.
- SLYTHERIN!!
Przy stole Węża rozległ się jeszcze większy wrzask. Spojrzała w tamtą stronę. Draco nawet nie spojrzał na blondynkę i dalej prowadził rozmowę ze swoją siostrą.
Odwróciła wzrok i lekko uśmiechnęła się. Jej kuzynka zawsze była wredna, więc było do przewidzenia, że tam trafi. Szkoda tylko, że tak ją potraktowała w pociągu. Po co ona ją atakowała? Nie wiedziała.
- Po tym przydziale, może…
- Granger, Hermiona! – przerwała dyrektorce czapa.
Dziewczyna spojrzała na dyrektorkę zdumiona, ale ta skinęła jej głową. Szatynka wstała i podążyła do stołka. W Sali dało się usłyszeć gwizdy chłopaków na jej widok. Lecz nie zwracała na to uwagi. Po chwili usłyszała w głowie głos.
- Wiedziałam, że się znów spotkamy. Pamiętasz swój pierwszy przydział? – To znaczy? - Wtedy Ci zapowiedziałam, że na siódmym roku stanie się coś niezwykłego. I owszem. Tak będzie. Ale to wkrótce. Nie jesteś mugolaczką, ale to już pewnie wiesz. Jesteś potężna Hermiono. Nie zapominaj o tym. Powodzenia.- Co z moim domem?- Co z twoim domem? Zostajesz w Gryffindorze, choć mogłaś wcześniej trafić do Slytherinu, ale jesteś w większej mierze Gryfonką. Powodzenia dziecko. I strzeż się.
I skończyło się. Głos zamilkł. Szatynka otępiała zeszła ze stołka i usiadła na swoim miejscu. Nie docierały do niej żadne głosy. Po chwili na stołach pojawiły się potrawy. Zjadła szybko i udała się do prywatnego dormitorium. Stanęła pod ścianą gdzie była rzeźba rycerza. Wypowiedziała hasło a posąg odsunął się ukazując jej przejście. Weszła do prostokątnego pomieszczenia. Ściany były pomalowane srebrną farbą. Z lewej strony był kominek, przed nim stał szklany stoliczek, a przy nim czarna, skórzana sofa z dwoma fotelami do kompletu. Z prawej strony rozciągała się wielka biblioteczka, a w rogu… stał fortepian. Obiecała sobie, że później przy nim usiądzie. Naprzeciwko niej były drzwi. Dokładnie trzy. Podeszła do tych na środku i otworzyła je. Znalazła się w łazience. Wyłożona była czarnymi i czerwonymi kafelkami. Po lewej stronie znajdowała się ogromna wanna. Obok niej szafeczka. Dziewczyna otwarła ją. Były tam różne olejki do kąpieli. Po prawej rozciągało się wielkie lustro z dwoma umywalkami pod spodem. Toaleta znajdowała się za ścianką. Wyszła z pomieszczenia i skierowała się do drzwi po lewej stronie na których widniało godło jej domu. Przeszła przez nie i jej oczą ukazał się duży kwadratowy pokój, hebanowe panele i meble oraz ściany w kolorze krwistej czerwieni. Pierwsze co się rzucało się w oczy to wielkie łóżko, znajdujące się po lewej stronie. Leżała na nim czarna narzuta. Po obu stronach szafeczki, a na nich czerwone lampki nocne. Obok łóżka kolejne wejście, zapewne do garderoby. Po prawej biurko i kolejna biblioteczka. Najbardziej jednak, spodobało jej się wielkie okno oraz duży parapet, obłożony poduszkami, na którym będzie mogła przesiadywać. Poszła do, jak mniemanej, garderoby. Przebrała się w długie, szare dresy oraz czarną bluzę kangurke. Wyszła szybko z pokoju i znowu wpadła na kogoś. Westchnęła zirytowana. Zdarzało jej się to zbyt często. Do jej nozdrzy doleciał zapach drogiej wody kolońskiej. Szybko podniosła głowę i zobaczyła szare oczy. Chciała się wyrwać, ale chłopak trzymał ją zbyt mocno swoich ramionach. Nie przestawała się szarpać. Blondyn przyszpilił ją do ściany i unieruchomił jej nadgarstki, jedną ręką, nad głową szatynki. Spuściła głowę. Nie chciała na niego patrzeć. Zraniła go, nawet nie wiedziała po co. Palcami podniósł jej podbródek tak, aby na niego spojrzała. Nie zobaczyła tam rozczarowania. Była tam złość i iskierka żalu. Ale ta iskierka, właśnie ją bolała. Wiedziała, że zawiodła. Zawsze tak na nią patrzył, gdy nie dopuszczała go do siebie.
- Nie sądzisz, że musimy pogadać? – zapytał.
- Nie mamy o czym – znów przybrała te zimny ton. Ten, którym obdarzała każdego.
- Możesz przestać?!- warknął. – Tym tonem mnie nie zbyjesz, Herm- dodał już spokojnie.
Powiedział jej imię, ale nie tak jak wszyscy. Z ukrytą czułością. Nikt nie miał prawa mówić do niej tak. Nikt. Odkąd on ją pierwszy raz wyzwał od szlam. Powoli skinęła głową. Odsunął się od niej i poluźnił uścisk na jej nadgarstkach. Trzymał ją za rękę i pociągnął w kierunku kanapy. Usiedli na niej. Chłopak nadal nie puszczał jej nadgarstka.
- Możesz mi powiedzieć, co to miało być w powozie? – nie odpowiadała. Tym razem, to on westchnął.
Uniosła lekko głowę. Patrzył na dłoń, w której trzymał jej rękę. Niepewnie przysunęła się do niego, tak, że stykali się kolanami. Sięgnęła po jego dłoń. Znajdował się tam rzemyk z zawieszką. Pogładziła serduszko opuszkami palców. Podniosła wzrok na jego twarz. Jego oczy były skupione na jej ręce, po chwili i on spojrzał na nią.
- Pamiętasz, tamten dzień? – kiwnął głową. – Obiecaliśmy sobie, że na zawsze będziemy przyjaciółmi, będziemy sobie ufać, nie… nie zranimy się – w jej oczach zaczęły zbierać się łzy, nie pozwoliła im popłynąć. – Pytasz co to miało tam być. O tuż, nie chcę cierpieć. Znowu. Zrozum mnie. Ufałam Ci jak nikomu innemu. Nawet Harry, nie wypełnił tej pustki – po jej policzku popłynęła łza, nie umiała jej powstrzymać. – Wiesz, jak dużo razy myślałam, co by było gdybyś mnie wtedy nie wyzwał? Byłeś pierwszą osobą, która mnie tak skrzywdziła. Dlaczego, wtedy to powiedziałam? Powtórzę. Nie chcę ponownie cierpieć przez osobę, która jest dla mnie ważna – teraz już nie tamowała łez. Nie musiała udawać.
Bez wahania ją przytulił. Zrozumiał, co czuła przez te wszystkie lata. Ona również się w niego wtuliła.
- Nie będziesz już cierpieć, nie przeze mnie- wyszeptał.
- Tego nie wiesz.
Oderwała się od niego i poszła do swojego pokoju, zanim zdążył coś odpowiedzieć. Znowu to ona zakończyła rozmowę.
Po Sali rozeszły się szmery. Po chwili do pomieszczenia weszły dwie blondynki. Alice Malfoy i dziewczyna, która zaatakowała Hermionę. Na twarzy szatynki pojawił się grymas.
- Malfoy, Alice.
- SLYTHERIN!
Nie musiała nawet zakładać Tiary na głowę. Przy stole Węża, dało się słyszeć wrzaski. Dziewczyna usiadła obok swojego brata. To było do przewidzenia.
- Taille, Abigail
Na twarzy Gryfonki, pojawił się szok, spowodowany słowami McGonagall. Przecież była to jej kuzynka! Jej matka miała francuskie korzenie, ale nie myślała, że… magiczne. Czyli ona… nie jest szlamą. Tak, oznacza to również, że matka ją okłamywała przez tyle lat. Jednak to tłumaczy, dlaczego nie można było wchodzić do jej gabinetu. Nawet tato. Tata. Czy on był jej prawdziwym ojcem, czy to było kolejne kłamstwo jej matki? Dziewczyna nie zauważyła nawet, kiedy Taille usiadła na stołku. Z zamyślenia wyrwał ją wrzask Tiary.
- SLYTHERIN!!
Przy stole Węża rozległ się jeszcze większy wrzask. Spojrzała w tamtą stronę. Draco nawet nie spojrzał na blondynkę i dalej prowadził rozmowę ze swoją siostrą.
Odwróciła wzrok i lekko uśmiechnęła się. Jej kuzynka zawsze była wredna, więc było do przewidzenia, że tam trafi. Szkoda tylko, że tak ją potraktowała w pociągu. Po co ona ją atakowała? Nie wiedziała.
- Po tym przydziale, może…
- Granger, Hermiona! – przerwała dyrektorce czapa.
Dziewczyna spojrzała na dyrektorkę zdumiona, ale ta skinęła jej głową. Szatynka wstała i podążyła do stołka. W Sali dało się usłyszeć gwizdy chłopaków na jej widok. Lecz nie zwracała na to uwagi. Po chwili usłyszała w głowie głos.
- Wiedziałam, że się znów spotkamy. Pamiętasz swój pierwszy przydział? – To znaczy? - Wtedy Ci zapowiedziałam, że na siódmym roku stanie się coś niezwykłego. I owszem. Tak będzie. Ale to wkrótce. Nie jesteś mugolaczką, ale to już pewnie wiesz. Jesteś potężna Hermiono. Nie zapominaj o tym. Powodzenia.- Co z moim domem?- Co z twoim domem? Zostajesz w Gryffindorze, choć mogłaś wcześniej trafić do Slytherinu, ale jesteś w większej mierze Gryfonką. Powodzenia dziecko. I strzeż się.
I skończyło się. Głos zamilkł. Szatynka otępiała zeszła ze stołka i usiadła na swoim miejscu. Nie docierały do niej żadne głosy. Po chwili na stołach pojawiły się potrawy. Zjadła szybko i udała się do prywatnego dormitorium. Stanęła pod ścianą gdzie była rzeźba rycerza. Wypowiedziała hasło a posąg odsunął się ukazując jej przejście. Weszła do prostokątnego pomieszczenia. Ściany były pomalowane srebrną farbą. Z lewej strony był kominek, przed nim stał szklany stoliczek, a przy nim czarna, skórzana sofa z dwoma fotelami do kompletu. Z prawej strony rozciągała się wielka biblioteczka, a w rogu… stał fortepian. Obiecała sobie, że później przy nim usiądzie. Naprzeciwko niej były drzwi. Dokładnie trzy. Podeszła do tych na środku i otworzyła je. Znalazła się w łazience. Wyłożona była czarnymi i czerwonymi kafelkami. Po lewej stronie znajdowała się ogromna wanna. Obok niej szafeczka. Dziewczyna otwarła ją. Były tam różne olejki do kąpieli. Po prawej rozciągało się wielkie lustro z dwoma umywalkami pod spodem. Toaleta znajdowała się za ścianką. Wyszła z pomieszczenia i skierowała się do drzwi po lewej stronie na których widniało godło jej domu. Przeszła przez nie i jej oczą ukazał się duży kwadratowy pokój, hebanowe panele i meble oraz ściany w kolorze krwistej czerwieni. Pierwsze co się rzucało się w oczy to wielkie łóżko, znajdujące się po lewej stronie. Leżała na nim czarna narzuta. Po obu stronach szafeczki, a na nich czerwone lampki nocne. Obok łóżka kolejne wejście, zapewne do garderoby. Po prawej biurko i kolejna biblioteczka. Najbardziej jednak, spodobało jej się wielkie okno oraz duży parapet, obłożony poduszkami, na którym będzie mogła przesiadywać. Poszła do, jak mniemanej, garderoby. Przebrała się w długie, szare dresy oraz czarną bluzę kangurke. Wyszła szybko z pokoju i znowu wpadła na kogoś. Westchnęła zirytowana. Zdarzało jej się to zbyt często. Do jej nozdrzy doleciał zapach drogiej wody kolońskiej. Szybko podniosła głowę i zobaczyła szare oczy. Chciała się wyrwać, ale chłopak trzymał ją zbyt mocno swoich ramionach. Nie przestawała się szarpać. Blondyn przyszpilił ją do ściany i unieruchomił jej nadgarstki, jedną ręką, nad głową szatynki. Spuściła głowę. Nie chciała na niego patrzeć. Zraniła go, nawet nie wiedziała po co. Palcami podniósł jej podbródek tak, aby na niego spojrzała. Nie zobaczyła tam rozczarowania. Była tam złość i iskierka żalu. Ale ta iskierka, właśnie ją bolała. Wiedziała, że zawiodła. Zawsze tak na nią patrzył, gdy nie dopuszczała go do siebie.
- Nie sądzisz, że musimy pogadać? – zapytał.
- Nie mamy o czym – znów przybrała te zimny ton. Ten, którym obdarzała każdego.
- Możesz przestać?!- warknął. – Tym tonem mnie nie zbyjesz, Herm- dodał już spokojnie.
Powiedział jej imię, ale nie tak jak wszyscy. Z ukrytą czułością. Nikt nie miał prawa mówić do niej tak. Nikt. Odkąd on ją pierwszy raz wyzwał od szlam. Powoli skinęła głową. Odsunął się od niej i poluźnił uścisk na jej nadgarstkach. Trzymał ją za rękę i pociągnął w kierunku kanapy. Usiedli na niej. Chłopak nadal nie puszczał jej nadgarstka.
- Możesz mi powiedzieć, co to miało być w powozie? – nie odpowiadała. Tym razem, to on westchnął.
Uniosła lekko głowę. Patrzył na dłoń, w której trzymał jej rękę. Niepewnie przysunęła się do niego, tak, że stykali się kolanami. Sięgnęła po jego dłoń. Znajdował się tam rzemyk z zawieszką. Pogładziła serduszko opuszkami palców. Podniosła wzrok na jego twarz. Jego oczy były skupione na jej ręce, po chwili i on spojrzał na nią.
- Pamiętasz, tamten dzień? – kiwnął głową. – Obiecaliśmy sobie, że na zawsze będziemy przyjaciółmi, będziemy sobie ufać, nie… nie zranimy się – w jej oczach zaczęły zbierać się łzy, nie pozwoliła im popłynąć. – Pytasz co to miało tam być. O tuż, nie chcę cierpieć. Znowu. Zrozum mnie. Ufałam Ci jak nikomu innemu. Nawet Harry, nie wypełnił tej pustki – po jej policzku popłynęła łza, nie umiała jej powstrzymać. – Wiesz, jak dużo razy myślałam, co by było gdybyś mnie wtedy nie wyzwał? Byłeś pierwszą osobą, która mnie tak skrzywdziła. Dlaczego, wtedy to powiedziałam? Powtórzę. Nie chcę ponownie cierpieć przez osobę, która jest dla mnie ważna – teraz już nie tamowała łez. Nie musiała udawać.
Bez wahania ją przytulił. Zrozumiał, co czuła przez te wszystkie lata. Ona również się w niego wtuliła.
- Nie będziesz już cierpieć, nie przeze mnie- wyszeptał.
- Tego nie wiesz.
Oderwała się od niego i poszła do swojego pokoju, zanim zdążył coś odpowiedzieć. Znowu to ona zakończyła rozmowę.
Witam!
Jak widać, wróciłam po długiej przerwie.
Bardzo przepraszam, za tą długą nieobecność, ale nie miałam dostępu do mojego komputera.
Szczerze, rozdział bardzo trudno się pisało i nie wiem czy bym go zaczęła, gdyby nie jedna mała, karteczka, na której miałam zapisany początek. Ale wracając. Rozdział mam nadzieję, że jest w miarę ok i docenicie moje wypociny.
Zawarłam w nim większość tego co miało być.
I gdyby ktoś nie zrozumiał o co chodzi z tym imieniem Hermiony. Chodzi o jego zdrobnienie, Herm.
Draco użył go, gdy pierwszy raz ją wyzwał (rozdział 5)
W razie pytań udostępniam swój e-mail.
olsonek007@wp.pl
Pozdrawiam
L. A.
Jak widać, wróciłam po długiej przerwie.
Bardzo przepraszam, za tą długą nieobecność, ale nie miałam dostępu do mojego komputera.
Szczerze, rozdział bardzo trudno się pisało i nie wiem czy bym go zaczęła, gdyby nie jedna mała, karteczka, na której miałam zapisany początek. Ale wracając. Rozdział mam nadzieję, że jest w miarę ok i docenicie moje wypociny.
Zawarłam w nim większość tego co miało być.
I gdyby ktoś nie zrozumiał o co chodzi z tym imieniem Hermiony. Chodzi o jego zdrobnienie, Herm.
Draco użył go, gdy pierwszy raz ją wyzwał (rozdział 5)
W razie pytań udostępniam swój e-mail.
olsonek007@wp.pl
Pozdrawiam
L. A.
piątek, 26 czerwca 2015
ZAWIESZAM
Kochani... Wiem, nie wywiązałam się z umowy. Miały być w tym miesiącu dwa rozdziały, ale ich nie ma! Zaczęłam pisać szósty rozdział, ale niestety, trochę ciężko mi to idzie. Nie miałam również czasu, żeby przysiąść do komputera, więc rozdział jest zapisany na kartce.
Czas zawieszenia... Rozdziału można spodziewać się dopiero we wrześniu. Wiem, że to długo i pewnie zastanawiacie się dlaczego, przecież są wakacje?
Wena mnie czasem nachodzi i wtedy piszę ile wlezie. Rozdział dopiero we wrześniu, ponieważ wyjeżdżam na dwa miesiące i nie będę miała dostępu do kompa, na którym piszę. Jest oczywiście możliwość, że rozdział się pojawi, ale dopiero w sierpniu.
Przepraszam, że zawiodłam.
Miłych wakacji
Pozdrawiam
L.A.
Czas zawieszenia... Rozdziału można spodziewać się dopiero we wrześniu. Wiem, że to długo i pewnie zastanawiacie się dlaczego, przecież są wakacje?
Wena mnie czasem nachodzi i wtedy piszę ile wlezie. Rozdział dopiero we wrześniu, ponieważ wyjeżdżam na dwa miesiące i nie będę miała dostępu do kompa, na którym piszę. Jest oczywiście możliwość, że rozdział się pojawi, ale dopiero w sierpniu.
Przepraszam, że zawiodłam.
Miłych wakacji
Pozdrawiam
L.A.
wtorek, 26 maja 2015
Rozdział 5
Jej
poduszka wydawała się jakby twardsza, ale nie to jej nie pasowało. Pachniała
mocnymi męskimi perfumami. Otworzyła leniwie oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu.
Była w przedziale. Wydarzenia sprzed kilku godzin wróciły z zawrotną
prędkością. Spojrzała w prawo i natknęła się na stalowe tęczówki. Po chwili
zorientowała się, że tkwi w ramionach blondyna. Szybko oderwała się od niego.
Spojrzała na zegarek.
- Za pół godziny będziemy musieli sprawdzić pociąg – powiedziała, nie patrząc na niego. Już chciał coś powiedzieć, gdy ta szybko dodała. – Ty sprawdzasz tył, a ja przód.
Nie czekając na jego reakcję, wyszła. Skierowała się w stronę swojego przedziału, nie wiedząc, że od jakiegoś czasu obserwuje ich blondynka.
- Za pół godziny będziemy musieli sprawdzić pociąg – powiedziała, nie patrząc na niego. Już chciał coś powiedzieć, gdy ta szybko dodała. – Ty sprawdzasz tył, a ja przód.
Nie czekając na jego reakcję, wyszła. Skierowała się w stronę swojego przedziału, nie wiedząc, że od jakiegoś czasu obserwuje ich blondynka.
###
Jeszcze
kilka minut wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła szatynka. Jak ona mogła
go tak zbyć? Skierował głowę w stronę okna. Chciałby mieć z nią dobre stosunki,
takie jak kiedyś. Gdy ruszył za nią, a później spojrzał w jej oczy, coś w nim
pękło. Już rozumiał jak się czuła, gdy nazywał ją szlamą, choć tego nie chciał.
Musiał. Był pilnowany. Wiedział, że jest silna i poradzi sobie z tym, tylko to
słowo wydobyło się z jego ust. Jej przyjaciela. Byłego. Westchnął. Pamiętał,
gdy po raz pierwszy nazwał ją szlamą.
Szedł z drużyną, w którą
oczywiście wkupił go ojciec, ale potrafił wspaniale grać. Zobaczył burzę
brązowych loków i uśmiechnął się pod nosem. Cały czas nie mogła ich ujarzmić.
- Patrzcie, kto idzie! To ta szlama Granger! – krzyknął ktoś z drużyny.
Dziewczyna, stanęła i obróciła się do nich przodem. W jej oczach malowała się złość. Zaczęli ją wyzywać, a ona przyjmowała wszystkie obelgi z dumnie uniesioną głową. Obserwował to z boku. Nie mógł uwierzyć jak ona to wszystko znosi. Gdy zorientowali się, że na nią to nie działa, ktoś go popchnął i spojrzał wyczekująco. Nie miał wyjścia. Musiał to zrobić, choć to była jego przyjaciółka. Dopiero teraz zauważyła blondyna. W jej tęczówkach zagościło zdziwienie, ale i lekka radość. Po chwili skojarzyła fakty. Zrobiła krok do tyłu. Podszedł do niej bardzo blisko i lekko się nachylił.
- Jesteś zwykłą, małą, brudną szlamą, Herm – szepnął i szybko odsunął.
Zobaczył w jej oczach smutek, żal i ból, ale najgorsze było to, że w jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie chciał na to patrzeć, tylko przytulić i powiedzieć jaka jest dla niego ważna. Dziewczyna uniosła dumnie głowę i omiotła pogardliwym wzrokiem resztę, zatrzymując się na nim. Po chwili odeszła, a wszyscy stali lekko osłupieni. Nie uroniła żadnej łzy.
- Patrzcie, kto idzie! To ta szlama Granger! – krzyknął ktoś z drużyny.
Dziewczyna, stanęła i obróciła się do nich przodem. W jej oczach malowała się złość. Zaczęli ją wyzywać, a ona przyjmowała wszystkie obelgi z dumnie uniesioną głową. Obserwował to z boku. Nie mógł uwierzyć jak ona to wszystko znosi. Gdy zorientowali się, że na nią to nie działa, ktoś go popchnął i spojrzał wyczekująco. Nie miał wyjścia. Musiał to zrobić, choć to była jego przyjaciółka. Dopiero teraz zauważyła blondyna. W jej tęczówkach zagościło zdziwienie, ale i lekka radość. Po chwili skojarzyła fakty. Zrobiła krok do tyłu. Podszedł do niej bardzo blisko i lekko się nachylił.
- Jesteś zwykłą, małą, brudną szlamą, Herm – szepnął i szybko odsunął.
Zobaczył w jej oczach smutek, żal i ból, ale najgorsze było to, że w jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie chciał na to patrzeć, tylko przytulić i powiedzieć jaka jest dla niego ważna. Dziewczyna uniosła dumnie głowę i omiotła pogardliwym wzrokiem resztę, zatrzymując się na nim. Po chwili odeszła, a wszyscy stali lekko osłupieni. Nie uroniła żadnej łzy.
Po
raz kolejny westchnął. Jak on mógł być tak, głupi?! Usłyszał szczęk otwieranych
drzwi. Nie zwrócił na to uwagi, póki
ten ktoś nie usiadł koło niego i bardzo blisko przysunął. Obrócił głowę lekko
zdezorientowany , ale to od razu przerodziło się w irytację. Szybko wstał, nie
zważając na to, że dziewczyna prawie spadła z siedzenia.
- Odwal się – warknął. Choć nie znał tej dziewczyny długo irytowała go jak Greengrass.
- Oj, przestań już. Nie powiesz, że Ci się nie podobam – uśmiechnęła się uroczo. Zawsze dostawała to, czego chciała i teraz też musiało tak być.
-Nie, nie podobasz mi się – na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek.
Skierował się w stronę wyjścia, gdy zatrzymał go jej głos.
- Ach, no tak. Podobają Ci się szatynki – uśmiechnęła się jadowicie. Zareagował tak jak podejrzewała. Odwrócił się natychmiastowo.
- Czego chcesz?! – zdenerwował się. Ta rozmowa nie miała sensu
- Nic szczególnego. Zacznijmy znajomość od nowa. Będziesz spędzać ze mną trochę czasu i to wszystko. Oczywiście to nie będzie trwało jakoś długo. Może miesiąc, dwa? Po prostu siedzisz ze mną na lekcjach, uczymy się razem, no chyba, że będziesz chciał czegoś więcej – wstała i przysunęła się do niego, a on szybko od niej odskoczył. - A raczej nie chcesz, aby coś stało się tej szlamie – mówiąc to, wytworzyła małe tornado wodne na dłoni, które po chwili zmieniło się w lód i rozprysło. – Więc, zacznijmy od nowa – dodała i wysunęła w jego stronę rękę – Abigail Taille.
Musiał się zgodzić, nie chciał narażać Granger, tym bardziej, że nie wiedział do czego zdolna jest ta dziewczyna, tym bardziej, że władała jednym z żywiołów.
- Dracon Malfoy – ujął jej rękę niezbyt delikatnie.
- Miło Cię poznać – uśmiechnęła się, odwróciła i wyszła z pokoju zostawiając Ślizgona samego.
- Odwal się – warknął. Choć nie znał tej dziewczyny długo irytowała go jak Greengrass.
- Oj, przestań już. Nie powiesz, że Ci się nie podobam – uśmiechnęła się uroczo. Zawsze dostawała to, czego chciała i teraz też musiało tak być.
-Nie, nie podobasz mi się – na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek.
Skierował się w stronę wyjścia, gdy zatrzymał go jej głos.
- Ach, no tak. Podobają Ci się szatynki – uśmiechnęła się jadowicie. Zareagował tak jak podejrzewała. Odwrócił się natychmiastowo.
- Czego chcesz?! – zdenerwował się. Ta rozmowa nie miała sensu
- Nic szczególnego. Zacznijmy znajomość od nowa. Będziesz spędzać ze mną trochę czasu i to wszystko. Oczywiście to nie będzie trwało jakoś długo. Może miesiąc, dwa? Po prostu siedzisz ze mną na lekcjach, uczymy się razem, no chyba, że będziesz chciał czegoś więcej – wstała i przysunęła się do niego, a on szybko od niej odskoczył. - A raczej nie chcesz, aby coś stało się tej szlamie – mówiąc to, wytworzyła małe tornado wodne na dłoni, które po chwili zmieniło się w lód i rozprysło. – Więc, zacznijmy od nowa – dodała i wysunęła w jego stronę rękę – Abigail Taille.
Musiał się zgodzić, nie chciał narażać Granger, tym bardziej, że nie wiedział do czego zdolna jest ta dziewczyna, tym bardziej, że władała jednym z żywiołów.
- Dracon Malfoy – ujął jej rękę niezbyt delikatnie.
- Miło Cię poznać – uśmiechnęła się, odwróciła i wyszła z pokoju zostawiając Ślizgona samego.
###
Weszła
do przedziału i coś czarnego się na nią rzuciło, przez co wylądowała na
podłodze. Spojrzała do góry i zobaczyła mordkę owczarka belgijskiego, który
zaczął lizać ją po całej twarzy,
- Trubel, złaź ze mnie! – nie mogła wytrzymać ze śmiechu.
Po chwili, ktoś odciągnął suczkę od niej. Tym kimś okazał się Harry, któremu od razu podziękowała.
- Czemu tak długo Cię nie było? – zapytał.
Miona nie chcąc go okłamywać, powiedziała mu o wszystkim. Oczy lekko jej się zaszkliły, ale nie uroniła żadnej łzy.
- Nie przejmuj się tym idiotą, nie jest Ciebie wart – uśmiechnął się i przytulił ją.
- Dzięki Harry - odwzajemniła uścisk. Pociąg po chwili stanął – Muszę iść, sprawdzić przedziały. Możesz się nią przez ten czas zająć? – wskazała głową na psa. Chłopak przytaknął, a dziewczyna przykucnęła przy suczce – A ty bądź grzeczna, dobrze? – owczarek zaszczekał radośnie.
Przytuliła Wybrańca i wyszła z pomieszczenia. Skierowała się w stronę początku pociągu. Zaglądała do przedziałów, a w większości z nich, nie było nikogo. Miała już wchodzić do ostatniego pomieszczenia, gdy wyszła z niego blondynka, której nie znała, wraz z siostrami Greengrass. Pierwsza z nich, popchnęła Granger, a ta lekko się zachwiała. Rzuciła im zirytowane spojrzenie. Mogła się poszczycić swoim metr siedemdziesiąt pięć, więc patrzyła na nie z góry. Ale przy Draco była niska. Czemu się dziwić skoro miał metr dziewięćdziesiąt trzy? Czemu ona o nim myśli?! Spojrzała jeszcze raz na dziewczyny, które myślały, że będą mogły się z niej pośmiać.
- Ogarnijcie się i wyłaźcie z pociągu – warknęła i skierowała się do wyjścia. Usłyszała prychnięcie, później jakąś nie zrozumiałą formułkę, a zaklęcie poszybowało w jej stronę. Szybko się odwróciła i szepnęła Protego. Blondynka była zdezorientowana. Nie myślała, że szatynka się obroni.
- Expelliarmus – Gryfonka chwyciła w powietrzu różdżkę nieznajomej. – Za napaść na prefekta naczelnego, miesiąc szlabanu u Filcha – uśmiechnęła się słodko, odrzuciła magiczny patyk i wyszła z pociągu.
- Trubel, złaź ze mnie! – nie mogła wytrzymać ze śmiechu.
Po chwili, ktoś odciągnął suczkę od niej. Tym kimś okazał się Harry, któremu od razu podziękowała.
- Czemu tak długo Cię nie było? – zapytał.
Miona nie chcąc go okłamywać, powiedziała mu o wszystkim. Oczy lekko jej się zaszkliły, ale nie uroniła żadnej łzy.
- Nie przejmuj się tym idiotą, nie jest Ciebie wart – uśmiechnął się i przytulił ją.
- Dzięki Harry - odwzajemniła uścisk. Pociąg po chwili stanął – Muszę iść, sprawdzić przedziały. Możesz się nią przez ten czas zająć? – wskazała głową na psa. Chłopak przytaknął, a dziewczyna przykucnęła przy suczce – A ty bądź grzeczna, dobrze? – owczarek zaszczekał radośnie.
Przytuliła Wybrańca i wyszła z pomieszczenia. Skierowała się w stronę początku pociągu. Zaglądała do przedziałów, a w większości z nich, nie było nikogo. Miała już wchodzić do ostatniego pomieszczenia, gdy wyszła z niego blondynka, której nie znała, wraz z siostrami Greengrass. Pierwsza z nich, popchnęła Granger, a ta lekko się zachwiała. Rzuciła im zirytowane spojrzenie. Mogła się poszczycić swoim metr siedemdziesiąt pięć, więc patrzyła na nie z góry. Ale przy Draco była niska. Czemu się dziwić skoro miał metr dziewięćdziesiąt trzy? Czemu ona o nim myśli?! Spojrzała jeszcze raz na dziewczyny, które myślały, że będą mogły się z niej pośmiać.
- Ogarnijcie się i wyłaźcie z pociągu – warknęła i skierowała się do wyjścia. Usłyszała prychnięcie, później jakąś nie zrozumiałą formułkę, a zaklęcie poszybowało w jej stronę. Szybko się odwróciła i szepnęła Protego. Blondynka była zdezorientowana. Nie myślała, że szatynka się obroni.
- Expelliarmus – Gryfonka chwyciła w powietrzu różdżkę nieznajomej. – Za napaść na prefekta naczelnego, miesiąc szlabanu u Filcha – uśmiechnęła się słodko, odrzuciła magiczny patyk i wyszła z pociągu.
# # #
Poczekał, aż wszyscy wejdą do powozów. Zastanawiał
się, czy podjął dobrą decyzję. Granger to bardzo utalentowana czarownica i na
pewno, by sobie z nią poradziła. Jednak, nie wiedział co ta Taille potrafi. Po
chwili ktoś położył mu rękę na ramieniu. Obrócił głowę i napotkał bursztynowe
tęczówki, w których utonął. Nadal były obojętne i zimne. Znał ją i wiedział, że
zawsze tak ma gdy jest smutna lub się zawiodła. Kiedyś to on był tego powodem.
- Chodź – szepnęła i nie czekając na niego skierowała się w stronę pojazdu.
Jeszcze chwilę stał w miejscu, po czym szybko ruszył tam gdzie udała się dziewczyna. Dziewczyna zajęła miejsce koło okna. Usiadł koło niej. Nic nie powiedziała. Siedzieli w ciszy, aż w końcu szatynka ją przerwała.
- Alice przyjeżdża?
- Tak, kazała Cię pozdrowić.
- Cała ona – delikatnie się uśmiechnęła, a w jej oczach przez chwilę zaświeciły iskierki szczęścia.
- I będzie z nami na roku – na tę wiadomość, odwróciła głowę w jego stronę, a jej uśmiech się powiększył.
Widząc to sam się uśmiechnął i lekko ją objął. Spięła się, dlatego chciał ją puścić, ale rozluźniła się i wtuliła w niego. Był przez chwilę zdezorientowany, ale od razu przyciągnął ją do siebie. nie odzywała się, nic. Po prostu, wtuliła się w niego jak w ulubionego misia. Nie wiedział ile w tym trwali. Nagle, odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Ona zobaczyła troskę, a on… jakąś iskierkę, która szybko zgasła. Nie wiedział, dlaczego.
- Draco… zapomnij o tym co się stało w pociągu. Nie wchodźmy sobie w drogę… ignorujmy się – jej oczy stawały się zimne, a przez chwilę zobaczył w nich ból.
Czuł jakby dostał nożem w serce. Zraniła go. Nie po to, się z nią godził by się ignorowali. Chciał, żeby choć po części ich stosunki były takie jak kiedyś. Nie zdążył jej odpowiedzieć, a powóz się zatrzymał i dziewczyna z niego szybko wyszła. Nie dam się tak spławić, pomyślał. Sam wysiadł z pojazdu. Wszyscy kierowali się do wrót Hogwartu. Nie mógł, jej spostrzec w tym tłumie. Chciał jej poszukać, ale szybko z tego zrezygnował. I tak by jej nie znalazł. Podążył za resztą do Wielkiej Sali.
- Chodź – szepnęła i nie czekając na niego skierowała się w stronę pojazdu.
Jeszcze chwilę stał w miejscu, po czym szybko ruszył tam gdzie udała się dziewczyna. Dziewczyna zajęła miejsce koło okna. Usiadł koło niej. Nic nie powiedziała. Siedzieli w ciszy, aż w końcu szatynka ją przerwała.
- Alice przyjeżdża?
- Tak, kazała Cię pozdrowić.
- Cała ona – delikatnie się uśmiechnęła, a w jej oczach przez chwilę zaświeciły iskierki szczęścia.
- I będzie z nami na roku – na tę wiadomość, odwróciła głowę w jego stronę, a jej uśmiech się powiększył.
Widząc to sam się uśmiechnął i lekko ją objął. Spięła się, dlatego chciał ją puścić, ale rozluźniła się i wtuliła w niego. Był przez chwilę zdezorientowany, ale od razu przyciągnął ją do siebie. nie odzywała się, nic. Po prostu, wtuliła się w niego jak w ulubionego misia. Nie wiedział ile w tym trwali. Nagle, odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Ona zobaczyła troskę, a on… jakąś iskierkę, która szybko zgasła. Nie wiedział, dlaczego.
- Draco… zapomnij o tym co się stało w pociągu. Nie wchodźmy sobie w drogę… ignorujmy się – jej oczy stawały się zimne, a przez chwilę zobaczył w nich ból.
Czuł jakby dostał nożem w serce. Zraniła go. Nie po to, się z nią godził by się ignorowali. Chciał, żeby choć po części ich stosunki były takie jak kiedyś. Nie zdążył jej odpowiedzieć, a powóz się zatrzymał i dziewczyna z niego szybko wyszła. Nie dam się tak spławić, pomyślał. Sam wysiadł z pojazdu. Wszyscy kierowali się do wrót Hogwartu. Nie mógł, jej spostrzec w tym tłumie. Chciał jej poszukać, ale szybko z tego zrezygnował. I tak by jej nie znalazł. Podążył za resztą do Wielkiej Sali.
Witam!
Przepraszam z góry za to, że przez trzy tygodnie nie dodałam niczego.
Ale za to rozdział jest dłuższy niż zwykle.
Mam nadzieję, że was zadowoli :)
Moim zdaniem... jest nawet ok, ale to do was należy krytyka.
Kolejny rozdział?
Nie mam pojęcia.
Do wakacji powinny pojawić się jeszcze dwa.
Chyba wspomniałam o wszystkim...
Tak więc do zobaczenia i pozdrawiam
L.A.
Przepraszam z góry za to, że przez trzy tygodnie nie dodałam niczego.
Ale za to rozdział jest dłuższy niż zwykle.
Mam nadzieję, że was zadowoli :)
Moim zdaniem... jest nawet ok, ale to do was należy krytyka.
Kolejny rozdział?
Nie mam pojęcia.
Do wakacji powinny pojawić się jeszcze dwa.
Chyba wspomniałam o wszystkim...
Tak więc do zobaczenia i pozdrawiam
L.A.
poniedziałek, 4 maja 2015
Rozdział 4
Właśnie wchodziła na peron 9 i 3/4, gdy nagle na kogoś
wpadła. Po chwili doszedł do niej zapach drogich męskich perfum. Uśmiechnęła
się i podniosła głowę. Napotkała spojrzenie stalowych tęczówek i ten uśmiech.
- Czy ja na ciebie muszę cały czas wpadać? – w jej oczach było widać iskierki rozbawienia.
- Nie cieszysz się, że jestem Twoim bohaterem? – udał oburzonego, a jego oczy już nie były zimne. W nich również czaiły się, po części, coś na kształt wesołych iskierek.
Wyswobodziła się z jego uścisku i podążyła w stronę pociągu. Musiała znowu zacząć być obojętną, tak jak robiła to w wakacje. Czemu się tak cieszyła, że go zobaczyła? Gdy spotkali się tydzień temu… od tamtego czasu, nie umiała być taka obojętna, jak robiła to od czasów wojny.
Przechodziła przez wagony, aż zauważyła przedział, w którym siedzieli jej przyjaciel i chłopak. Weszła do środka, wcześniej przepuszczając Trubel, odłożyła swój bagaż i przywitała się z chłopakami, ale coś jej nie pasowało. Spojrzała się na Rona. Patrzył na nią ze złością, nie wiedziała o co mu chodzi.
- O co chodzi Ron? – spytała.
- O co mi chodzi? Zadajesz się z naszym wrogiem, Herm!
- Nie masz prawa mnie tak nazywać – odpowiedziała chłodno. – A poza tym, pogodziłam się z nim.
- Że co?!
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy do ich przedziału wszedł drugoroczny i kazał Hermionie iść na zebranie Prefektów. Ta nie czekając, wyszła z przedziału i na odchodne mruknęła coś o tym, że dokończą rozmowę później.
Okazało się, że w tym roku Prefektami Naczelnymi zostaje ona i Malfoy. Gdy spotkanie dobiegło końca, McGonagall kazała ich dwójce na chwilę zostać.
- Jak już wiecie zostaliście Prefektami Naczelnymi. Będziecie razem patrolować korytarze w poniedziałki i piątki, macie również możliwość dodawania i odejmowania punktów. Mam nadzieję, że nie będziecie tego nadużywać. A, i macie osobne dormitorium. Wspólne. Mam nadzieję, że się nie pozabijacie – popatrzyła na nich ostrzegawczo.
- Nie pozabijamy, bo się pogodziliśmy – powiedzieli jednocześnie, popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i wybuchli śmiechem.
Profesorka popatrzyła na nich badawczo, a jej kąciki ust podniosły się lekko ku górze. Odprawiła ich, przypominając, że gdy podróż się skończy mają sprawdzić cały pociąg. Popatrzyła na droczącą się dwójkę, a do jej umysłu wkradło się wspomnienie…
- Czy ja na ciebie muszę cały czas wpadać? – w jej oczach było widać iskierki rozbawienia.
- Nie cieszysz się, że jestem Twoim bohaterem? – udał oburzonego, a jego oczy już nie były zimne. W nich również czaiły się, po części, coś na kształt wesołych iskierek.
Wyswobodziła się z jego uścisku i podążyła w stronę pociągu. Musiała znowu zacząć być obojętną, tak jak robiła to w wakacje. Czemu się tak cieszyła, że go zobaczyła? Gdy spotkali się tydzień temu… od tamtego czasu, nie umiała być taka obojętna, jak robiła to od czasów wojny.
Przechodziła przez wagony, aż zauważyła przedział, w którym siedzieli jej przyjaciel i chłopak. Weszła do środka, wcześniej przepuszczając Trubel, odłożyła swój bagaż i przywitała się z chłopakami, ale coś jej nie pasowało. Spojrzała się na Rona. Patrzył na nią ze złością, nie wiedziała o co mu chodzi.
- O co chodzi Ron? – spytała.
- O co mi chodzi? Zadajesz się z naszym wrogiem, Herm!
- Nie masz prawa mnie tak nazywać – odpowiedziała chłodno. – A poza tym, pogodziłam się z nim.
- Że co?!
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy do ich przedziału wszedł drugoroczny i kazał Hermionie iść na zebranie Prefektów. Ta nie czekając, wyszła z przedziału i na odchodne mruknęła coś o tym, że dokończą rozmowę później.
Okazało się, że w tym roku Prefektami Naczelnymi zostaje ona i Malfoy. Gdy spotkanie dobiegło końca, McGonagall kazała ich dwójce na chwilę zostać.
- Jak już wiecie zostaliście Prefektami Naczelnymi. Będziecie razem patrolować korytarze w poniedziałki i piątki, macie również możliwość dodawania i odejmowania punktów. Mam nadzieję, że nie będziecie tego nadużywać. A, i macie osobne dormitorium. Wspólne. Mam nadzieję, że się nie pozabijacie – popatrzyła na nich ostrzegawczo.
- Nie pozabijamy, bo się pogodziliśmy – powiedzieli jednocześnie, popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i wybuchli śmiechem.
Profesorka popatrzyła na nich badawczo, a jej kąciki ust podniosły się lekko ku górze. Odprawiła ich, przypominając, że gdy podróż się skończy mają sprawdzić cały pociąg. Popatrzyła na droczącą się dwójkę, a do jej umysłu wkradło się wspomnienie…
Kasztanowo
włosa przytulała się do blondyna. Zaraz miał być jej przydział. W jej oczach
widniał strach. Wyczytano ją. Czuła jak kolana ze stresu uginają się pod nią.
Chłopak ostatni raz mocno ją przytulił i lekko popchnął do przodu, aby poszła
na podest. Podeszła szybko i usiadła na stołku. McGonagall założyła na jej
głowę Tiarę. Przez dość długą chwilę zastanawiała się, aż wykrzyknęła jej
przynależność. Gryffindor. Przy stole Lwa było słychać gwizdy i wiwaty. Z
uśmiechem na twarzy ruszyła w tam tą stronę. Wkrótce przyszła kolej na
stalowookiego. Podszedł do podestu dumnym krokiem i usiadł na stołku. Ostatni
raz uśmiechnął do Miony. Tiara ani przez chwilę się nie wachała. Slytherin.
Teraz przy stole Węża rozległy się krzyki. Ich spojrzenia się skrzyżowały. W
tej chwili uświadomili sobie, że nic już nie będzie tak jak dawniej.
Minerwa obudziła się z letargu. Już wtedy wiedziała, że
sprawy się pokomplikują dla nich. Nie myślała, że w ogóle się pogodzą. A
jednak. Miała nadzieję, że nic tego znowu nie zepsuje.
###
Szli korytarzem, cały czas się przedrzeźniając. Hermiona
już miała odpowiedzieć jakąś zgryźliwą uwagą, gdy usłyszała jakiś odgłos
wydobywający się, z któregoś z przedziałów. Szatynka spojrzała na blondyna,
który nie krył swojego zdziwienia. Dziewczyna, wsadziła rękę do kieszeni i
zacisnęła palce na różdżce. Powoli pochodzili do przedziału. Herm, delikatnie
otworzyła drzwi i widok jaki tam zobaczyła sprawił, że stanęła jak wryta. Jej
chłopak, Ron, całował się z tą, wywłoką, Lavender Brown. Nie mogła w to
uwierzyć. Przecież podobno była dla niego najważniejsza. Dziewczyna zatrzasnęła
drzwi od przedziału, czego najwidoczniej nie zauważyła para, i pobiegła przed
siebie. Malfoy, nie rozumiejąc jej zachowania, zaglądnął do pomieszczenia. Już
wiedział o co chodziło Gryfonce. Nie czekając pobiegł za nią. Znalazł ją po
chwili, patrzącą się w krajobraz za oknem. Po jej policzku popłynęła, jedna
kryształowa łza. Jej twarz nie wyrażała nic. Draco spojrzał w jej oczy. Były
zimne i obojętne, zupełnie jak jego. Ten wyraz nie pasował do jej ciepłych
bursztynowych oczu.
- Wyjdź stąd Malfoy – szepnęła. Nie poruszył się. Wstała z zamiarem nakrzyczenia na chłopaka.
Jej ciało przeszła fala dreszczu i za nim się odezwała, zauważyła, że Draco jest od niej o wiele wyższy, a z jej gardła wydobyło się ciche ryknięcie. Spojrzała w dół. Zobaczyła wielkie łapy. Spojrzała na blondyna ze zdziwieniem.
- Granger, spokojnie. Uspokój się – lecz ona nie słuchała. Zaczęła się miotać po całym przedziale – Granger, ogarnij się! – krzyknął zirytowany.
Poskutkowało. Popatrzyła w jego szare tęczówki, które działały kiedyś na nią kojąco i zaczęła się uspokajać. Po chwili wróciła do swojej formy, ale nadal patrzyła w oczy blondyna.
- Brawo, Granger. Zmieniłaś się w lwa, ale możesz przestać mnie podziwiać – uśmiechnął się kpiąco.
Gryfonka, tylko prychnęła na to stwierdzenie. Nie mogła w to uwierzyć. Zmieniła się w… lwa. Opadła na siedzenie. Nadal była w szoku, lecz ten po chwili znikł, a smutek powrócił. Jak się czuła? Źle. Nie myślała, że to tak się skończy. Faktycznie, nie układało się im, ale miała nadzieję na naprawienie tego. Ale teraz… nie po tym, co się stało. Już nie. Nie chciała więcej problemów, chociaż i tak, już je miała, szczególnie z odnalezieniem rodziców. Chociaż… czy to byli naprawdę jej rodzice? Do matki, była podobna i to bardzo, ale do ojca? Nie. Za dużo ich różniło. Nie była do niego podobna ani z charakteru, ani z wyglądu. Nie wiedziała, co o tym sądzić. Poczuła jak ktoś, koło niej siada i ją delikatnie obejmuje. Odwróciła głowę w stronę chłopaka. Jej oczy znów stały się zimne, takie nienaturalne. Zaczęła przyglądać się jego tęczówką, które znała na pamięć. Przy źrenicach były bardzo jasne, ale szybko się ściemniały. Bez żadnej skazy. Wielu uważało, że są puste, ale ona wiedziała, że za murem, który tworzył, w tych oczach kryje wiele odczuć, emocji. Zmęczona położyła głowę na jego ramieniu. Zmienili się. Oboje. A ona znowu wspominała dzień kiedy zaczęli się przyjaźnić. Dni, kiedy wszystko było dobrze. Dni, w których nie byli wrogami. Ubóstwiała dzień kiedy poszła do Hogwartu. Mogła rozwijać swoje umiejętności o których nie wiedziała do tego czasu, ale też nienawidziła tego dnia. Właśnie, wtedy straciła jedynego przyjaciela. Nawet Harry, nie wypełniał do końca tej pustki po nim.
Draco spojrzał na dziewczynę, która zasnęła w jego ramionach. Znów zadawał sobie to samo pytanie. Dlaczego zaprzepaścił z nią przyjaźń? Nie mógł na to nadal sobie odpowiedzieć, ale wiedział, że mu na niej zależy.
- Wyjdź stąd Malfoy – szepnęła. Nie poruszył się. Wstała z zamiarem nakrzyczenia na chłopaka.
Jej ciało przeszła fala dreszczu i za nim się odezwała, zauważyła, że Draco jest od niej o wiele wyższy, a z jej gardła wydobyło się ciche ryknięcie. Spojrzała w dół. Zobaczyła wielkie łapy. Spojrzała na blondyna ze zdziwieniem.
- Granger, spokojnie. Uspokój się – lecz ona nie słuchała. Zaczęła się miotać po całym przedziale – Granger, ogarnij się! – krzyknął zirytowany.
Poskutkowało. Popatrzyła w jego szare tęczówki, które działały kiedyś na nią kojąco i zaczęła się uspokajać. Po chwili wróciła do swojej formy, ale nadal patrzyła w oczy blondyna.
- Brawo, Granger. Zmieniłaś się w lwa, ale możesz przestać mnie podziwiać – uśmiechnął się kpiąco.
Gryfonka, tylko prychnęła na to stwierdzenie. Nie mogła w to uwierzyć. Zmieniła się w… lwa. Opadła na siedzenie. Nadal była w szoku, lecz ten po chwili znikł, a smutek powrócił. Jak się czuła? Źle. Nie myślała, że to tak się skończy. Faktycznie, nie układało się im, ale miała nadzieję na naprawienie tego. Ale teraz… nie po tym, co się stało. Już nie. Nie chciała więcej problemów, chociaż i tak, już je miała, szczególnie z odnalezieniem rodziców. Chociaż… czy to byli naprawdę jej rodzice? Do matki, była podobna i to bardzo, ale do ojca? Nie. Za dużo ich różniło. Nie była do niego podobna ani z charakteru, ani z wyglądu. Nie wiedziała, co o tym sądzić. Poczuła jak ktoś, koło niej siada i ją delikatnie obejmuje. Odwróciła głowę w stronę chłopaka. Jej oczy znów stały się zimne, takie nienaturalne. Zaczęła przyglądać się jego tęczówką, które znała na pamięć. Przy źrenicach były bardzo jasne, ale szybko się ściemniały. Bez żadnej skazy. Wielu uważało, że są puste, ale ona wiedziała, że za murem, który tworzył, w tych oczach kryje wiele odczuć, emocji. Zmęczona położyła głowę na jego ramieniu. Zmienili się. Oboje. A ona znowu wspominała dzień kiedy zaczęli się przyjaźnić. Dni, kiedy wszystko było dobrze. Dni, w których nie byli wrogami. Ubóstwiała dzień kiedy poszła do Hogwartu. Mogła rozwijać swoje umiejętności o których nie wiedziała do tego czasu, ale też nienawidziła tego dnia. Właśnie, wtedy straciła jedynego przyjaciela. Nawet Harry, nie wypełniał do końca tej pustki po nim.
Draco spojrzał na dziewczynę, która zasnęła w jego ramionach. Znów zadawał sobie to samo pytanie. Dlaczego zaprzepaścił z nią przyjaźń? Nie mógł na to nadal sobie odpowiedzieć, ale wiedział, że mu na niej zależy.
Witam z rozdziałem 4!!
To jest najdłuższy rozdział jaki napisałam XD ... ale do rzeczy.
Mam nadzieję, że Wam się podobał. Czasu na pisanie, praktycznie nie mam, więc będę dodawać je sporadycznie. Jeżeli ktoś to czyta to proszę o komentarze, bo to naprawdę motywuje i to BARDZO
Do następnego ;)
Pozdrawiam
L.A.
To jest najdłuższy rozdział jaki napisałam XD ... ale do rzeczy.
Mam nadzieję, że Wam się podobał. Czasu na pisanie, praktycznie nie mam, więc będę dodawać je sporadycznie. Jeżeli ktoś to czyta to proszę o komentarze, bo to naprawdę motywuje i to BARDZO
Do następnego ;)
Pozdrawiam
L.A.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Rozdział 3
Siedziała z Blaise’m
w jednej z kawiarni, na Pokątnej.
Rozmyślała cały czas o spotkaniu z Malfoy’em. Może jej przyjaciel naprawdę
wrócił? A jeżeli miał w tym pogodzeniu się jakiś interes? Nie wiedziała nic.
Blaise widząc, że jest zamyślona, machnął jej przed oczami ręką.
- Halo, ziemia do Granger!
- A, co? Przepraszam Cię, zamyśliłam się.
- Właśnie widzę.
- To o czym chciałeś ze mną pogadać?
- Ja… spotykam się z Pansy…
- Tak? To cudownie, życzę wam szczęścia- uśmiechnęła się delikatnie do mulata.
Może nie lubiły się ze Ślizgonką, ale chciała by jej przyjaciel był szczęśliwy.
- Nie jesteś zła?
- Skądże! Twoje szczęście to moje szczęście.
- Miona!- wykrzyknął uradowany i porwał ją w ramiona.
Wszyscy ludzie, którzy byli w kawiarni, zaczęli na nich patrzeć z dezaprobatą. Szatynka próbowała się wyrwać, ale Zabini był od niej o wiele silniejszy. Po chwili wypuścił ją, a ta go zbeształa za jego zachowanie. Nie mogła się długo na niego gniewać, gdyż zrobił oczka zbitego psa. Zapłacili za siebie i poszli kupić rzeczy do szkoły. Poprosiła jeszcze, aby poszli kupić zestaw do pielęgnowania miotły. Gdy ten się spytał dlaczego, ta zbyła go, że to dla Harry’ego. Kiedy kupili już wszystko, jeszcze długo spacerowali, a później pożegnali się i rozeszli każdy w swoją stronę.
- Halo, ziemia do Granger!
- A, co? Przepraszam Cię, zamyśliłam się.
- Właśnie widzę.
- To o czym chciałeś ze mną pogadać?
- Ja… spotykam się z Pansy…
- Tak? To cudownie, życzę wam szczęścia- uśmiechnęła się delikatnie do mulata.
Może nie lubiły się ze Ślizgonką, ale chciała by jej przyjaciel był szczęśliwy.
- Nie jesteś zła?
- Skądże! Twoje szczęście to moje szczęście.
- Miona!- wykrzyknął uradowany i porwał ją w ramiona.
Wszyscy ludzie, którzy byli w kawiarni, zaczęli na nich patrzeć z dezaprobatą. Szatynka próbowała się wyrwać, ale Zabini był od niej o wiele silniejszy. Po chwili wypuścił ją, a ta go zbeształa za jego zachowanie. Nie mogła się długo na niego gniewać, gdyż zrobił oczka zbitego psa. Zapłacili za siebie i poszli kupić rzeczy do szkoły. Poprosiła jeszcze, aby poszli kupić zestaw do pielęgnowania miotły. Gdy ten się spytał dlaczego, ta zbyła go, że to dla Harry’ego. Kiedy kupili już wszystko, jeszcze długo spacerowali, a później pożegnali się i rozeszli każdy w swoją stronę.
~*~*~
Spacerował po parku,
aby przemyśleć wszystkie sprawy. A tak dokładnie jedną. Dotyczącą jej. Zmieniła się. Jest jeszcze bardziej
dorosła. Nie mógł uwierzyć, że mu wybaczyła i to prawie od razu. Był pewien, że
to zaprzepaścił. A do tego wszystkiego wypiękniała. Dla niego zawsze była
piękna, ale teraz… Jego przemyślenia przerwała osoba, która na niego wpadła. Ta
osoba, właśnie zbierała się z ziemi. Była to wysoka blondynka, włosy miała do
połowy pleców, a figura była niczego sobie.
- Uważaj jak chodzisz. – powiedział.
- Przepraszam bardzo. Abigail Taille – podała mu rękę, a ten z lekkim ociąganiem ją przyjął.
- Draco Malfoy.
- Ten Malfoy?
- A co? – warknął.
- Nic. Moja przyjaciółka mówiła mi, że jesteś przystojny, ale nie sądziłam, że aż tak – uśmiechnęła się uroczo.
- Daruj sobie. Jesteś czarownicą, tak?
- Oczywiście. – przybliżyła się do niego.
- Aha, ok. Mam nadzieję, że się już nie zobaczymy – uśmiechnął się kpiąco, odsunął od niej i odszedł.
Dziewczynę to zirytowało. Jej się nie ignoruje. Zdobędzie go i jeszcze ją popamięta.
- Uważaj jak chodzisz. – powiedział.
- Przepraszam bardzo. Abigail Taille – podała mu rękę, a ten z lekkim ociąganiem ją przyjął.
- Draco Malfoy.
- Ten Malfoy?
- A co? – warknął.
- Nic. Moja przyjaciółka mówiła mi, że jesteś przystojny, ale nie sądziłam, że aż tak – uśmiechnęła się uroczo.
- Daruj sobie. Jesteś czarownicą, tak?
- Oczywiście. – przybliżyła się do niego.
- Aha, ok. Mam nadzieję, że się już nie zobaczymy – uśmiechnął się kpiąco, odsunął od niej i odszedł.
Dziewczynę to zirytowało. Jej się nie ignoruje. Zdobędzie go i jeszcze ją popamięta.
~*~*~
Wróciła do domu. On
naprawdę ją przeprosił. W głowie jej się to nie mieściło. Nagle poczuła ból w
okolicach klatki piersiowej. Oparła się o ścianę i po niej zjechała. Co się z
nią działo? Trubel szybko do niej przybiegła i zaczęła trącać nosem. To nic nie
pomagało. Zemdlała.
Była na polanie. Ich
polanie. Jej i Draco. Miała na sobie zwiewną białą sukienkę. Usłyszała jak ktoś się
zbliża. Odwróciła się. Zobaczyła zakapturzoną postać. Stała kilka metrów od
niej.
- Kim jesteś? – spytała.
Przeważnie w takich chwilach bała się, ale wyczuwała jakąś dziwną aurę bijącą od tej osoby. Jakby mogła jej zaufać.
- Naprawdę nie wiesz?
Zaprzeczyła ruchem głowy. Westchnął ciężko i ściągnął kaptur. Zobaczyła mężczyznę, koła czterdziestki, o czarnych włosach i bursztynowych oczach, takich jak jej. Zaczęła sobie przypominać niektóre fragmenty sprzed kilku lat, a dokładnie, gdy miała 5 lat.
- Kim jesteś?
- Dowiesz się wszystkiego wkrótce, Hermiono. Wiedz, że jesteś bardzo potężna.
- Skąd wiesz kim jestem?
- Wszystkiego dowiesz się wkrótce, zapamiętaj moje słowa.
- Spotkamy się jeszcze?
- Nawet nie wiesz jak szybko – uśmiechnął się i odszedł.
Chciała za nim ruszyć, ale coś ją blokowało.
- Kim jesteś? – spytała.
Przeważnie w takich chwilach bała się, ale wyczuwała jakąś dziwną aurę bijącą od tej osoby. Jakby mogła jej zaufać.
- Naprawdę nie wiesz?
Zaprzeczyła ruchem głowy. Westchnął ciężko i ściągnął kaptur. Zobaczyła mężczyznę, koła czterdziestki, o czarnych włosach i bursztynowych oczach, takich jak jej. Zaczęła sobie przypominać niektóre fragmenty sprzed kilku lat, a dokładnie, gdy miała 5 lat.
- Kim jesteś?
- Dowiesz się wszystkiego wkrótce, Hermiono. Wiedz, że jesteś bardzo potężna.
- Skąd wiesz kim jestem?
- Wszystkiego dowiesz się wkrótce, zapamiętaj moje słowa.
- Spotkamy się jeszcze?
- Nawet nie wiesz jak szybko – uśmiechnął się i odszedł.
Chciała za nim ruszyć, ale coś ją blokowało.
Obudziła się. Przed
sobą zobaczyła mordkę swojego psa. Nie wiedziała, o co w tym wszystkim
chodziło. Miała jeszcze większy mętlik w głowie, niż rano. Poszła szybko na
górę i zrobiła sobie gorącą kąpiel. Gdy woda zaczęła stygnąć, wyszła z niej,
przebrała się w piżamę i skierowała się w stronę sypialni. Po chwili zasnęła, a
śniły jej się wspomnienia związane z blond włosym chłopcem
~*~*~
Siedział w, obitym
czarną skórą, fotelu. Udało się. Nawiązał z nią więź. Była bardzo podobna do
matki, ale oczy miała jego. A mówiła, że to nie jego dziecko, ale już niedługo.
Już niedługo, dowie się prawdy.
Witam z rozdziałem!
Jest bardzo krótki, ale to tak jakby ten ,,przejściowy". Nie myślałam nawet, że zdążę coś napisać. Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam. Kiedy kolejny rozdział?? Nie wiem, jak zdążę napisać to od razu wstawię.
Pozdrawiam wszystkich
L.A.
Jest bardzo krótki, ale to tak jakby ten ,,przejściowy". Nie myślałam nawet, że zdążę coś napisać. Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam. Kiedy kolejny rozdział?? Nie wiem, jak zdążę napisać to od razu wstawię.
Pozdrawiam wszystkich
L.A.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)