czwartek, 29 października 2015

Ostatnie słowa...

To nie rozdział. Chciałabym ogłosić wszystkim, że odchodzę z Blogspota. Nasuwa się pytanie... Dlaczego? Po prostu nie wiem czy ktoś to czyta, nie ma żadnego znaku (podałam prywatny e-mail, którego sprawdzam codziennie), nawet nie wiem czy się Wam podobało.
Czy kończę tą historię, taką "niedokończoną" i zostawiam pisanie na zawsze? Oczywiście, że nie przestanę pisać. Za bardzo to pokochałam. Zaczęłam pisać, bo namówiła mnie do tego przyjaciółka. Czytała moje zdania z polskiego (z czego do dziś się śmieję).
Moje opowiadanie jest udostępniane na Wattpad'zie, gdzie wiem, że jest czytane. Co z tego, że są na tym blogu wyświetlenia skoro nie ma komentarzy? Dla Was to bardzo mała rzecz, a dla mnie... Motor do pisania.
Już dość mojego żalenia.
Podaję jeszcze raz e-mail, może chciałby ktoś o coś zapytać, odpowiem na wszystko.
olsonek007@wp.pl
Chce jeszcze przeprosić za moją decyzję, ale nie widziałam większego sensu w publikowaniu tu tej historii.
Niedługo pojawi się miniaturka, tak na zakończenie.
Jeszcze raz.
Przepraszam.
Po raz ostatni
L. A.

czwartek, 22 października 2015

Info!!

Jeżeli ktoś tu wchodzi...
Nie jestem nawet w połowie pisania kolejnego rozdziału, więc nie wiem kiedy się pojawi
Ale ja nie o tym chciałam!
Pracuję teraz na Wattpad'zie i gdyby ktoś (kiedyś) zobaczył tam taką samą treść, to zapewne moje konto :)
Jeżeli ktoś będzie chciał tam zajrzeć, zapraszam, ale już mówię JEST TO TA SAMA TREŚĆ
Konto: Olson007

Pozdrawiam
L.A.

sobota, 19 września 2015

Rozdział 6

Szybko rzuciła zaklęcie i jej włosy zmieniły się w czarne pukle. Zrobiła to w ostatniej chwili, gdyż z powozu wyszedł blondyn. Przez chwilę rozglądał się po wszystkich, ale zrezygnował i podążył za tłumem. Zdjęła z siebie czar i odetchnęła z ulgą. Była za blisko, gdyby nie zaklęcie, odnalazłby ją. Gdy teraz przyjrzała się całemu zajściu, nie potrzebnie kazała im się ignorować. Sama chciała odnowić tą znajomość, a teraz potępiała się za własną głupotę. Znów zadziałała pod wpływem impulsu, dlatego że bała się go znów dopuścić do siebie. Bała się ponownego zranienia. Nie zauważyła nawet, kiedy weszła do Wielkiej Sali. Od razu skierowała się w stronę Domu Lwa.
# # #

- Witam Was wszystkich w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Cieszymy się, że nasza szkoła została odbudowana, w tak krótkim czasie. Na początek kilka informacji. Mamy nowego nauczyciela od Obrony Przed Czarną Magią, pana Christophera  Malediction. –wymieniony mężczyzna wstał, a po Sali rozeszły się westchnienia dziewczyn. Granger na ten widok zrobiło się nie dobrze -Wstęp do Zakazanego Lasu, jak co roku jest zabroniony. Zanim rozpocznie się uczta, przydzielimy jeszcze dwie uczennice, które będą na siódmym roku.
Po Sali rozeszły się szmery. Po chwili do pomieszczenia weszły dwie blondynki. Alice Malfoy i dziewczyna, która zaatakowała Hermionę. Na twarzy szatynki pojawił się grymas.
- Malfoy, Alice.
- SLYTHERIN!
Nie musiała nawet zakładać Tiary na głowę. Przy stole Węża, dało się słyszeć wrzaski. Dziewczyna usiadła obok swojego brata. To było do przewidzenia.
- Taille, Abigail
Na twarzy Gryfonki, pojawił się szok, spowodowany słowami McGonagall. Przecież była to jej kuzynka! Jej matka miała francuskie korzenie, ale nie myślała, że… magiczne. Czyli ona… nie jest szlamą. Tak, oznacza to również, że matka ją okłamywała przez tyle lat. Jednak to tłumaczy, dlaczego nie można było wchodzić do jej gabinetu. Nawet tato. Tata. Czy on był jej prawdziwym ojcem, czy to było kolejne kłamstwo jej matki? Dziewczyna nie zauważyła nawet, kiedy Taille usiadła na stołku. Z zamyślenia wyrwał ją wrzask Tiary.
- SLYTHERIN!!
Przy stole Węża rozległ się jeszcze większy wrzask. Spojrzała w tamtą stronę. Draco nawet nie spojrzał na blondynkę i dalej prowadził rozmowę ze swoją siostrą.
Odwróciła wzrok i lekko uśmiechnęła się. Jej kuzynka zawsze była wredna, więc było do przewidzenia, że tam trafi. Szkoda tylko, że tak ją potraktowała w pociągu. Po co ona ją atakowała? Nie wiedziała.
- Po tym przydziale, może…
- Granger, Hermiona! – przerwała dyrektorce czapa.
Dziewczyna spojrzała na dyrektorkę zdumiona, ale ta skinęła jej głową. Szatynka wstała i podążyła do stołka. W Sali dało się usłyszeć gwizdy chłopaków na jej widok. Lecz nie zwracała na to uwagi. Po chwili usłyszała w głowie głos.
- Wiedziałam, że się znów spotkamy. Pamiętasz swój pierwszy przydział? – To znaczy? - Wtedy Ci zapowiedziałam, że na siódmym roku stanie się coś niezwykłego. I owszem. Tak będzie. Ale to wkrótce. Nie jesteś mugolaczką, ale to już pewnie wiesz. Jesteś potężna Hermiono. Nie zapominaj o tym. Powodzenia.- Co z moim domem?- Co z twoim domem? Zostajesz w Gryffindorze, choć mogłaś wcześniej trafić do Slytherinu, ale jesteś w większej mierze Gryfonką. Powodzenia dziecko. I strzeż się.
I skończyło się. Głos zamilkł. Szatynka otępiała zeszła ze stołka i usiadła na swoim miejscu. Nie docierały do niej żadne głosy. Po chwili na stołach pojawiły się potrawy. Zjadła szybko i udała się do prywatnego dormitorium. Stanęła pod ścianą gdzie była rzeźba rycerza. Wypowiedziała hasło a posąg odsunął się ukazując jej przejście. Weszła do prostokątnego pomieszczenia. Ściany były pomalowane srebrną farbą. Z lewej strony był kominek, przed nim stał szklany stoliczek, a przy nim czarna, skórzana sofa z dwoma fotelami do kompletu. Z prawej strony rozciągała się wielka biblioteczka, a w rogu… stał fortepian. Obiecała sobie, że później przy nim usiądzie. Naprzeciwko niej były drzwi. Dokładnie trzy. Podeszła do tych na środku i otworzyła je. Znalazła się w łazience. Wyłożona była czarnymi i czerwonymi kafelkami. Po lewej stronie znajdowała się ogromna wanna. Obok niej szafeczka. Dziewczyna otwarła ją. Były tam różne olejki do kąpieli. Po prawej rozciągało się wielkie lustro z dwoma umywalkami pod spodem. Toaleta znajdowała się za ścianką. Wyszła z pomieszczenia i skierowała się do drzwi po lewej stronie na których widniało godło jej domu. Przeszła przez nie i jej oczą ukazał się duży kwadratowy pokój, hebanowe panele i meble oraz ściany w kolorze krwistej czerwieni. Pierwsze co się rzucało się w oczy to wielkie łóżko, znajdujące się po lewej stronie. Leżała na nim czarna narzuta. Po obu stronach szafeczki, a na nich czerwone lampki nocne.  Obok łóżka kolejne wejście, zapewne do garderoby. Po prawej biurko i kolejna biblioteczka. Najbardziej jednak, spodobało jej się wielkie okno oraz duży parapet, obłożony poduszkami, na którym będzie mogła przesiadywać. Poszła do, jak mniemanej, garderoby. Przebrała się w długie, szare dresy oraz czarną bluzę kangurke. Wyszła szybko z pokoju i znowu wpadła na kogoś. Westchnęła zirytowana. Zdarzało jej się to zbyt często. Do jej nozdrzy doleciał zapach drogiej wody kolońskiej. Szybko podniosła głowę i zobaczyła szare oczy. Chciała się wyrwać, ale chłopak trzymał ją zbyt mocno swoich ramionach. Nie przestawała się szarpać. Blondyn przyszpilił ją do ściany i unieruchomił jej nadgarstki, jedną ręką, nad głową szatynki. Spuściła głowę. Nie chciała na niego patrzeć. Zraniła go, nawet nie wiedziała po co. Palcami podniósł jej podbródek tak, aby na niego spojrzała. Nie zobaczyła tam rozczarowania. Była tam złość i iskierka żalu. Ale ta iskierka, właśnie ją bolała. Wiedziała, że zawiodła. Zawsze tak na nią patrzył, gdy nie dopuszczała go do siebie.
- Nie sądzisz, że musimy pogadać? – zapytał.
- Nie mamy o czym – znów przybrała te zimny ton. Ten, którym obdarzała każdego.
- Możesz przestać?!- warknął. – Tym tonem mnie nie zbyjesz, Herm- dodał już spokojnie.
Powiedział jej imię, ale nie tak jak wszyscy. Z ukrytą czułością. Nikt nie miał prawa mówić do niej tak. Nikt. Odkąd on ją pierwszy raz wyzwał od szlam. Powoli skinęła głową. Odsunął się od niej i poluźnił uścisk na jej nadgarstkach. Trzymał ją za rękę i pociągnął w kierunku kanapy. Usiedli na niej. Chłopak nadal nie puszczał jej nadgarstka.
- Możesz mi powiedzieć, co to miało być w powozie? – nie odpowiadała. Tym razem, to on westchnął.
Uniosła lekko głowę. Patrzył na dłoń, w której trzymał jej rękę. Niepewnie przysunęła się do niego, tak, że stykali się kolanami. Sięgnęła po jego dłoń. Znajdował się tam rzemyk z zawieszką. Pogładziła serduszko opuszkami palców. Podniosła wzrok na jego twarz. Jego oczy były skupione na jej ręce, po chwili i on spojrzał na nią.
- Pamiętasz, tamten dzień? – kiwnął głową. – Obiecaliśmy sobie, że na zawsze będziemy przyjaciółmi, będziemy sobie ufać, nie… nie zranimy się – w jej oczach zaczęły zbierać się łzy, nie pozwoliła im popłynąć. – Pytasz co to miało tam być. O tuż, nie chcę cierpieć. Znowu. Zrozum mnie. Ufałam Ci jak nikomu innemu. Nawet Harry, nie wypełnił tej pustki – po jej policzku popłynęła łza, nie umiała jej powstrzymać. – Wiesz, jak dużo razy myślałam, co by było gdybyś mnie wtedy nie wyzwał? Byłeś pierwszą osobą, która mnie tak skrzywdziła. Dlaczego, wtedy to powiedziałam? Powtórzę. Nie chcę ponownie cierpieć przez osobę, która jest dla mnie ważna – teraz już nie tamowała łez. Nie musiała udawać.
Bez wahania ją przytulił. Zrozumiał, co czuła przez te wszystkie lata. Ona również się w niego wtuliła.
- Nie będziesz już cierpieć, nie przeze mnie- wyszeptał.
- Tego nie wiesz.
Oderwała się od niego i poszła do swojego pokoju, zanim zdążył coś odpowiedzieć. Znowu to ona zakończyła rozmowę.




Witam!
Jak widać, wróciłam po długiej przerwie.
Bardzo przepraszam, za tą długą nieobecność, ale nie miałam dostępu do mojego komputera.
Szczerze, rozdział bardzo trudno się pisało i nie wiem czy bym go zaczęła, gdyby nie jedna mała, karteczka, na której miałam zapisany początek. Ale wracając. Rozdział mam nadzieję, że jest w miarę ok i docenicie moje wypociny.
Zawarłam w nim większość tego co miało być.
I gdyby ktoś nie zrozumiał o co chodzi z tym imieniem Hermiony. Chodzi o jego zdrobnienie, Herm.
Draco użył go, gdy pierwszy raz ją wyzwał (rozdział 5)
W razie pytań udostępniam swój e-mail.
olsonek007@wp.pl
Pozdrawiam
L. A.

piątek, 26 czerwca 2015

ZAWIESZAM

Kochani... Wiem, nie wywiązałam się z umowy. Miały być w tym miesiącu dwa rozdziały, ale ich nie ma! Zaczęłam pisać szósty rozdział, ale niestety, trochę ciężko mi to idzie. Nie miałam również czasu, żeby przysiąść do komputera, więc rozdział jest zapisany na kartce.
Czas zawieszenia... Rozdziału można spodziewać się dopiero we wrześniu. Wiem, że to długo i pewnie zastanawiacie się dlaczego, przecież są wakacje?
Wena mnie czasem nachodzi i wtedy piszę ile wlezie. Rozdział dopiero we wrześniu, ponieważ wyjeżdżam na dwa miesiące i nie będę miała dostępu do kompa, na którym piszę. Jest oczywiście możliwość, że rozdział się pojawi, ale dopiero w sierpniu.

Przepraszam, że zawiodłam.
Miłych wakacji
Pozdrawiam
L.A.

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 5

Jej poduszka wydawała się jakby twardsza, ale nie to jej nie pasowało. Pachniała mocnymi męskimi perfumami. Otworzyła leniwie oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Była w przedziale. Wydarzenia sprzed kilku godzin wróciły z zawrotną prędkością. Spojrzała w prawo i natknęła się na stalowe tęczówki. Po chwili zorientowała się, że tkwi w ramionach blondyna. Szybko oderwała się od niego. Spojrzała na zegarek.
- Za pół godziny będziemy musieli sprawdzić pociąg – powiedziała, nie patrząc na niego. Już chciał coś powiedzieć, gdy ta szybko dodała. – Ty sprawdzasz tył, a ja przód.
Nie czekając na jego reakcję, wyszła. Skierowała się w stronę swojego przedziału, nie wiedząc, że od jakiegoś czasu obserwuje ich blondynka.
###
Jeszcze kilka minut wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęła szatynka. Jak ona mogła go tak zbyć? Skierował głowę w stronę okna. Chciałby mieć z nią dobre stosunki, takie jak kiedyś. Gdy ruszył za nią, a później spojrzał w jej oczy, coś w nim pękło. Już rozumiał jak się czuła, gdy nazywał ją szlamą, choć tego nie chciał. Musiał. Był pilnowany. Wiedział, że jest silna i poradzi sobie z tym, tylko to słowo wydobyło się z jego ust. Jej przyjaciela. Byłego. Westchnął. Pamiętał, gdy po raz pierwszy nazwał ją szlamą.
Szedł z drużyną, w którą oczywiście wkupił go ojciec, ale potrafił wspaniale grać. Zobaczył burzę brązowych loków i uśmiechnął się pod nosem. Cały czas nie mogła ich ujarzmić.
- Patrzcie, kto idzie! To ta szlama Granger! – krzyknął ktoś z drużyny.
Dziewczyna, stanęła i obróciła się do nich przodem. W jej oczach malowała się złość. Zaczęli ją wyzywać, a ona przyjmowała wszystkie obelgi z dumnie uniesioną głową. Obserwował to z boku. Nie mógł uwierzyć jak ona to wszystko znosi. Gdy zorientowali się, że na nią to nie działa, ktoś go popchnął i spojrzał wyczekująco. Nie miał wyjścia. Musiał to zrobić, choć to była jego przyjaciółka. Dopiero teraz zauważyła blondyna. W jej tęczówkach zagościło zdziwienie, ale i lekka radość. Po chwili skojarzyła fakty. Zrobiła krok do tyłu. Podszedł do niej bardzo blisko i lekko się nachylił.
- Jesteś zwykłą, małą, brudną szlamą, Herm – szepnął i szybko odsunął.
Zobaczył w jej oczach smutek, żal i ból, ale najgorsze było to, że w jej oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie chciał na to patrzeć, tylko przytulić i powiedzieć jaka jest dla niego ważna. Dziewczyna uniosła dumnie głowę i omiotła pogardliwym wzrokiem resztę, zatrzymując się na nim. Po chwili odeszła, a wszyscy stali lekko osłupieni. Nie uroniła żadnej łzy.
Po raz kolejny westchnął. Jak on mógł być tak, głupi?! Usłyszał szczęk otwieranych drzwi. Nie zwrócił na to uwagi, póki ten ktoś nie usiadł koło niego i bardzo blisko przysunął. Obrócił głowę lekko zdezorientowany , ale to od razu przerodziło się w irytację. Szybko wstał, nie zważając na to, że dziewczyna prawie spadła z siedzenia.
- Odwal się – warknął. Choć nie znał tej dziewczyny długo irytowała go jak Greengrass.
- Oj, przestań już. Nie powiesz, że Ci się nie podobam – uśmiechnęła się uroczo. Zawsze dostawała to, czego chciała i teraz też musiało tak być.
-Nie, nie podobasz mi się – na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek.
Skierował się w stronę wyjścia, gdy zatrzymał go jej głos.
- Ach, no tak. Podobają Ci się szatynki – uśmiechnęła się jadowicie. Zareagował tak jak podejrzewała. Odwrócił się natychmiastowo.
- Czego chcesz?! – zdenerwował się. Ta rozmowa nie miała sensu
- Nic szczególnego. Zacznijmy znajomość od nowa. Będziesz spędzać ze mną trochę czasu i to wszystko. Oczywiście to nie będzie trwało jakoś długo. Może miesiąc, dwa? Po prostu siedzisz ze mną na lekcjach, uczymy się razem, no chyba, że będziesz chciał czegoś więcej – wstała i przysunęła się do niego, a on  szybko od niej odskoczył. - A raczej nie chcesz, aby coś stało się tej szlamie – mówiąc to, wytworzyła małe tornado wodne na dłoni, które po chwili zmieniło się w lód i rozprysło. – Więc, zacznijmy od nowa – dodała i wysunęła w jego stronę rękę – Abigail Taille.
Musiał się zgodzić, nie chciał narażać Granger, tym bardziej, że nie wiedział do czego zdolna jest ta dziewczyna, tym bardziej, że władała jednym z żywiołów.
- Dracon Malfoy – ujął jej rękę niezbyt delikatnie.
- Miło Cię poznać – uśmiechnęła się, odwróciła i wyszła z pokoju zostawiając Ślizgona samego.
###
Weszła do przedziału i coś czarnego się na nią rzuciło, przez co wylądowała na podłodze. Spojrzała do góry i zobaczyła mordkę owczarka belgijskiego, który zaczął lizać ją po całej twarzy,
- Trubel, złaź ze mnie! – nie mogła wytrzymać ze śmiechu.
Po chwili, ktoś odciągnął suczkę od niej. Tym kimś okazał się Harry, któremu od razu podziękowała.
- Czemu tak długo Cię nie było? – zapytał.
Miona nie chcąc go okłamywać, powiedziała mu o wszystkim. Oczy lekko jej się zaszkliły, ale nie uroniła żadnej łzy.
- Nie przejmuj się tym idiotą, nie jest Ciebie wart – uśmiechnął się i przytulił ją.
- Dzięki Harry - odwzajemniła uścisk. Pociąg po chwili stanął – Muszę iść, sprawdzić przedziały. Możesz się nią przez ten czas zająć? – wskazała głową na psa. Chłopak przytaknął, a dziewczyna przykucnęła przy suczce – A ty bądź grzeczna, dobrze? – owczarek zaszczekał radośnie.
Przytuliła Wybrańca i wyszła z pomieszczenia. Skierowała się w stronę początku pociągu. Zaglądała do przedziałów, a w większości z nich, nie było nikogo. Miała już wchodzić do ostatniego pomieszczenia, gdy wyszła z niego blondynka, której nie znała, wraz z siostrami Greengrass. Pierwsza z nich, popchnęła Granger, a ta lekko się zachwiała. Rzuciła im zirytowane spojrzenie. Mogła się poszczycić swoim metr siedemdziesiąt pięć, więc patrzyła na nie z góry. Ale przy Draco była niska. Czemu się dziwić skoro miał metr dziewięćdziesiąt trzy? Czemu ona o nim myśli?! Spojrzała jeszcze raz na dziewczyny, które myślały, że będą mogły się z niej pośmiać.
- Ogarnijcie się i wyłaźcie z pociągu – warknęła i skierowała się do wyjścia. Usłyszała prychnięcie, później jakąś nie zrozumiałą formułkę, a zaklęcie poszybowało w jej stronę. Szybko się odwróciła i szepnęła Protego. Blondynka była zdezorientowana. Nie myślała, że szatynka się obroni.
- Expelliarmus – Gryfonka chwyciła w powietrzu różdżkę nieznajomej. – Za napaść na prefekta naczelnego, miesiąc szlabanu u Filcha – uśmiechnęła się słodko, odrzuciła magiczny patyk i wyszła z pociągu.
# # #

Poczekał, aż wszyscy wejdą do powozów. Zastanawiał się, czy podjął dobrą decyzję. Granger to bardzo utalentowana czarownica i na pewno, by sobie z nią poradziła. Jednak, nie wiedział co ta Taille potrafi. Po chwili ktoś położył mu rękę na ramieniu. Obrócił głowę i napotkał bursztynowe tęczówki, w których utonął. Nadal były obojętne i zimne. Znał ją i wiedział, że zawsze tak ma gdy jest smutna lub się zawiodła. Kiedyś to on był tego powodem.
- Chodź – szepnęła i nie czekając na niego skierowała się w stronę pojazdu.
Jeszcze chwilę stał w miejscu, po czym szybko ruszył tam gdzie udała się dziewczyna. Dziewczyna zajęła miejsce koło okna. Usiadł koło niej. Nic nie powiedziała. Siedzieli w ciszy, aż w końcu szatynka ją przerwała.
- Alice przyjeżdża?
- Tak, kazała Cię pozdrowić.
- Cała ona – delikatnie się uśmiechnęła, a w jej oczach przez chwilę zaświeciły iskierki szczęścia.
- I będzie z nami na roku – na tę wiadomość, odwróciła głowę w jego stronę, a jej uśmiech się powiększył.
Widząc to sam się uśmiechnął i lekko ją objął. Spięła się, dlatego chciał ją puścić, ale rozluźniła się i wtuliła w niego. Był przez chwilę zdezorientowany, ale od razu przyciągnął ją do siebie. nie odzywała się, nic. Po prostu, wtuliła się w niego jak w ulubionego misia. Nie wiedział ile w tym trwali
Nagle, odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy. Ona zobaczyła troskę, a on… jakąś iskierkę, która szybko zgasła. Nie wiedział, dlaczego.
- Draco… zapomnij o tym co się stało w pociągu. Nie wchodźmy sobie w drogę… ignorujmy się – jej oczy stawały się zimne, a przez chwilę zobaczył w nich ból.
Czuł jakby dostał nożem w serce. Zraniła go. Nie po to, się z nią godził by się ignorowali. Chciał, żeby choć po części ich stosunki były takie jak kiedyś. Nie zdążył jej odpowiedzieć, a powóz się zatrzymał i dziewczyna z niego szybko wyszła. Nie dam się tak spławić, pomyślał. Sam wysiadł z pojazdu. Wszyscy kierowali się do wrót Hogwartu. Nie mógł, jej spostrzec w tym tłumie. Chciał jej poszukać, ale szybko z tego zrezygnował. I tak by jej nie znalazł. Podążył za resztą do Wielkiej Sali.









Witam!
Przepraszam z góry za to, że przez trzy tygodnie nie dodałam niczego.
Ale za to rozdział jest dłuższy niż zwykle.
Mam nadzieję, że was zadowoli :)
Moim zdaniem... jest nawet ok, ale to do was należy krytyka.
Kolejny rozdział?
Nie mam pojęcia.
Do wakacji powinny pojawić się jeszcze dwa.
Chyba wspomniałam o wszystkim...
Tak więc do zobaczenia i pozdrawiam
L.A.

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 4

Właśnie wchodziła na peron 9 i 3/4, gdy nagle na kogoś wpadła. Po chwili doszedł do niej zapach drogich męskich perfum. Uśmiechnęła się i podniosła głowę. Napotkała spojrzenie stalowych tęczówek i ten uśmiech.
- Czy ja na ciebie muszę cały czas wpadać? – w jej oczach było widać iskierki rozbawienia.
- Nie cieszysz się, że jestem Twoim bohaterem? – udał oburzonego, a jego oczy już nie były zimne. W nich również czaiły się, po części, coś na kształt wesołych iskierek.
Wyswobodziła się z jego uścisku i podążyła w stronę pociągu. Musiała znowu zacząć być obojętną, tak jak robiła to w wakacje. Czemu się tak cieszyła, że go zobaczyła? Gdy spotkali się tydzień temu… od tamtego czasu, nie umiała być taka obojętna, jak robiła to od czasów wojny.
Przechodziła przez wagony, aż zauważyła przedział, w którym siedzieli jej przyjaciel i chłopak. Weszła do środka, wcześniej przepuszczając Trubel, odłożyła swój bagaż i przywitała się z chłopakami, ale coś jej nie pasowało. Spojrzała się na Rona. Patrzył na nią ze złością, nie wiedziała o co mu chodzi.
- O co chodzi Ron? – spytała.
- O co mi chodzi? Zadajesz się z naszym wrogiem, Herm!
- Nie masz prawa mnie tak nazywać – odpowiedziała chłodno. – A poza tym, pogodziłam się z nim.
- Że co?!
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy do ich przedziału wszedł drugoroczny i kazał Hermionie iść na zebranie Prefektów. Ta nie czekając, wyszła z przedziału i na odchodne mruknęła coś o tym, że dokończą rozmowę później.
Okazało się, że w tym roku Prefektami Naczelnymi zostaje ona i Malfoy. Gdy spotkanie dobiegło końca, McGonagall kazała ich dwójce na chwilę zostać.
- Jak już wiecie zostaliście Prefektami Naczelnymi. Będziecie razem patrolować korytarze w poniedziałki i piątki, macie również możliwość dodawania i odejmowania punktów. Mam nadzieję, że nie będziecie tego nadużywać. A, i macie osobne dormitorium. Wspólne. Mam nadzieję, że się nie pozabijacie – popatrzyła na nich ostrzegawczo.
- Nie pozabijamy, bo się pogodziliśmy – powiedzieli jednocześnie, popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i wybuchli śmiechem.
Profesorka popatrzyła na nich badawczo, a jej kąciki ust podniosły się lekko ku górze. Odprawiła ich, przypominając, że gdy podróż się skończy mają sprawdzić cały pociąg. Popatrzyła na droczącą się dwójkę, a do jej umysłu wkradło się wspomnienie…
Kasztanowo włosa przytulała się do blondyna. Zaraz miał być jej przydział. W jej oczach widniał strach. Wyczytano ją. Czuła jak kolana ze stresu uginają się pod nią. Chłopak ostatni raz mocno ją przytulił i lekko popchnął do przodu, aby poszła na podest. Podeszła szybko i usiadła na stołku. McGonagall założyła na jej głowę Tiarę. Przez dość długą chwilę zastanawiała się, aż wykrzyknęła jej przynależność. Gryffindor. Przy stole Lwa było słychać gwizdy i wiwaty. Z uśmiechem na twarzy ruszyła w tam tą stronę. Wkrótce przyszła kolej na stalowookiego. Podszedł do podestu dumnym krokiem i usiadł na stołku. Ostatni raz uśmiechnął do Miony. Tiara ani przez chwilę się nie wachała. Slytherin. Teraz przy stole Węża rozległy się krzyki. Ich spojrzenia się skrzyżowały. W tej chwili uświadomili sobie, że nic już nie będzie tak jak dawniej.
Minerwa obudziła się z letargu. Już wtedy wiedziała, że sprawy się pokomplikują dla nich. Nie myślała, że w ogóle się pogodzą. A jednak. Miała nadzieję, że nic tego znowu nie zepsuje.
###

Szli korytarzem, cały czas się przedrzeźniając. Hermiona już miała odpowiedzieć jakąś zgryźliwą uwagą, gdy usłyszała jakiś odgłos wydobywający się, z któregoś z przedziałów. Szatynka spojrzała na blondyna, który nie krył swojego zdziwienia. Dziewczyna, wsadziła rękę do kieszeni i zacisnęła palce na różdżce. Powoli pochodzili do przedziału. Herm, delikatnie otworzyła drzwi i widok jaki tam zobaczyła sprawił, że stanęła jak wryta. Jej chłopak, Ron, całował się z tą, wywłoką, Lavender Brown. Nie mogła w to uwierzyć. Przecież podobno była dla niego najważniejsza. Dziewczyna zatrzasnęła drzwi od przedziału, czego najwidoczniej nie zauważyła para, i pobiegła przed siebie. Malfoy, nie rozumiejąc jej zachowania, zaglądnął do pomieszczenia. Już wiedział o co chodziło Gryfonce. Nie czekając pobiegł za nią. Znalazł ją po chwili, patrzącą się w krajobraz za oknem. Po jej policzku popłynęła, jedna kryształowa łza. Jej twarz nie wyrażała nic. Draco spojrzał w jej oczy. Były zimne i obojętne, zupełnie jak jego. Ten wyraz nie pasował do jej ciepłych bursztynowych oczu.
- Wyjdź stąd Malfoy – szepnęła. Nie poruszył się. Wstała z zamiarem nakrzyczenia na chłopaka.
Jej ciało przeszła fala dreszczu i za nim się odezwała, zauważyła, że Draco jest od niej o wiele wyższy, a z jej gardła wydobyło się ciche ryknięcie. Spojrzała w dół. Zobaczyła wielkie łapy. Spojrzała na blondyna ze zdziwieniem.
- Granger, spokojnie. Uspokój się – lecz ona nie słuchała. Zaczęła się miotać po całym przedziale – Granger, ogarnij się! – krzyknął zirytowany.
Poskutkowało. Popatrzyła w jego szare tęczówki, które działały kiedyś na nią kojąco i zaczęła się uspokajać. Po chwili wróciła do swojej formy, ale nadal patrzyła w oczy blondyna.
- Brawo, Granger. Zmieniłaś się w lwa, ale możesz przestać mnie podziwiać – uśmiechnął się kpiąco.
Gryfonka, tylko prychnęła na to stwierdzenie. Nie mogła w to uwierzyć. Zmieniła się w… lwa. Opadła na siedzenie. Nadal była w szoku, lecz ten po chwili znikł, a smutek powrócił. Jak się czuła? Źle. Nie myślała, że to tak się skończy. Faktycznie, nie układało się im, ale miała nadzieję na naprawienie tego. Ale teraz… nie po tym, co się stało. Już nie. Nie chciała więcej problemów, chociaż i tak, już je miała, szczególnie z odnalezieniem rodziców. Chociaż… czy to byli naprawdę jej rodzice? Do matki, była podobna i to bardzo, ale do ojca? Nie. Za dużo ich różniło. Nie była do niego podobna ani z charakteru, ani z wyglądu. Nie wiedziała, co o tym sądzić. Poczuła jak ktoś, koło niej siada i ją delikatnie obejmuje. Odwróciła głowę w stronę chłopaka. Jej oczy znów stały się zimne, takie nienaturalne. Zaczęła przyglądać się jego tęczówką, które znała na pamięć. Przy źrenicach były bardzo jasne, ale szybko się ściemniały. Bez żadnej skazy. Wielu uważało, że są puste, ale ona wiedziała, że za murem, który tworzył, w tych oczach kryje wiele odczuć, emocji. Zmęczona położyła głowę na jego ramieniu. Zmienili się. Oboje. A ona znowu wspominała dzień kiedy zaczęli się przyjaźnić. Dni, kiedy wszystko było dobrze. Dni, w których nie byli wrogami. Ubóstwiała dzień kiedy poszła do Hogwartu. Mogła rozwijać swoje umiejętności o których nie wiedziała do tego czasu, ale też nienawidziła tego dnia. Właśnie, wtedy straciła jedynego przyjaciela. Nawet Harry, nie wypełniał do końca tej pustki po nim.
Draco spojrzał na dziewczynę, która zasnęła w jego ramionach. Znów zadawał sobie to samo pytanie. Dlaczego zaprzepaścił z nią przyjaźń? Nie mógł na to nadal sobie odpowiedzieć, ale wiedział, że mu na niej zależy.

Witam z rozdziałem 4!!
To jest najdłuższy rozdział jaki napisałam XD ... ale do rzeczy.
Mam nadzieję, że  Wam się podobał. Czasu na pisanie, praktycznie nie mam, więc będę dodawać je sporadycznie. Jeżeli ktoś to czyta to proszę o komentarze, bo to naprawdę motywuje i to BARDZO

Do następnego ;)
Pozdrawiam
L.A.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 3

Siedziała z Blaise’m w jednej z  kawiarni, na Pokątnej. Rozmyślała cały czas o spotkaniu z Malfoy’em. Może jej przyjaciel naprawdę wrócił? A jeżeli miał w tym pogodzeniu się jakiś interes? Nie wiedziała nic. Blaise widząc, że jest zamyślona, machnął jej przed oczami ręką.
- Halo, ziemia do Granger!
- A, co? Przepraszam Cię, zamyśliłam się.
- Właśnie widzę.
- To o czym chciałeś ze mną pogadać?
- Ja… spotykam się z Pansy…
- Tak? To cudownie, życzę wam szczęścia- uśmiechnęła się delikatnie do mulata.
Może nie lubiły się ze Ślizgonką, ale chciała by jej przyjaciel był szczęśliwy.
- Nie jesteś zła?
- Skądże! Twoje szczęście to moje szczęście.
- Miona!- wykrzyknął uradowany i porwał ją w ramiona.
Wszyscy ludzie, którzy byli w kawiarni, zaczęli na nich patrzeć z dezaprobatą. Szatynka próbowała się wyrwać, ale Zabini był od niej o wiele silniejszy. Po chwili wypuścił ją, a ta go zbeształa za jego zachowanie. Nie mogła się długo na niego gniewać, gdyż zrobił oczka zbitego psa. Zapłacili za siebie i poszli kupić rzeczy do szkoły. Poprosiła jeszcze, aby poszli kupić zestaw do pielęgnowania miotły. Gdy ten się spytał dlaczego, ta zbyła go, że to dla Harry’ego.  Kiedy kupili już wszystko, jeszcze długo spacerowali, a później pożegnali się i rozeszli każdy w swoją stronę.
~*~*~
Spacerował po parku, aby przemyśleć wszystkie sprawy. A tak dokładnie jedną. Dotyczącą jej. Zmieniła się. Jest jeszcze bardziej dorosła. Nie mógł uwierzyć, że mu wybaczyła i to prawie od razu. Był pewien, że to zaprzepaścił. A do tego wszystkiego wypiękniała. Dla niego zawsze była piękna, ale teraz… Jego przemyślenia przerwała osoba, która na niego wpadła. Ta osoba, właśnie zbierała się z ziemi. Była to wysoka blondynka, włosy miała do połowy pleców, a figura była niczego sobie.
- Uważaj jak chodzisz. – powiedział.
- Przepraszam bardzo. Abigail Taille – podała mu rękę, a ten z lekkim ociąganiem ją przyjął.
- Draco Malfoy.
- Ten Malfoy?
- A co? – warknął.
- Nic. Moja przyjaciółka mówiła mi, że jesteś przystojny, ale nie sądziłam, że aż tak – uśmiechnęła się uroczo.
- Daruj sobie. Jesteś czarownicą, tak?
- Oczywiście. – przybliżyła się do niego.
- Aha, ok. Mam nadzieję, że się już nie zobaczymy – uśmiechnął się kpiąco, odsunął od niej i odszedł.
Dziewczynę to zirytowało. Jej się nie ignoruje. Zdobędzie go i jeszcze ją popamięta.
~*~*~
Wróciła do domu. On naprawdę ją przeprosił. W głowie jej się to nie mieściło. Nagle poczuła ból w okolicach klatki piersiowej. Oparła się o ścianę i po niej zjechała. Co się z nią działo? Trubel szybko do niej przybiegła i zaczęła trącać nosem. To nic nie pomagało. Zemdlała.
Była na polanie. Ich polanie. Jej i Draco. Miała na sobie zwiewną białą sukienkę. Usłyszała jak ktoś się zbliża. Odwróciła się. Zobaczyła zakapturzoną postać. Stała kilka metrów od niej.
- Kim jesteś? – spytała.
Przeważnie w takich chwilach bała się, ale wyczuwała jakąś dziwną aurę bijącą od tej osoby. Jakby mogła jej zaufać.
- Naprawdę nie wiesz?
Zaprzeczyła ruchem głowy. Westchnął ciężko i ściągnął kaptur. Zobaczyła mężczyznę, koła czterdziestki, o czarnych włosach i bursztynowych oczach, takich jak jej. Zaczęła sobie przypominać niektóre fragmenty sprzed kilku lat, a dokładnie, gdy miała 5 lat.
- Kim jesteś?
- Dowiesz się wszystkiego wkrótce, Hermiono. Wiedz, że jesteś bardzo potężna.
- Skąd wiesz kim jestem?
- Wszystkiego dowiesz się wkrótce, zapamiętaj moje słowa.
- Spotkamy się jeszcze?
- Nawet nie wiesz jak szybko – uśmiechnął się i odszedł.
Chciała za nim ruszyć, ale coś ją blokowało.
Obudziła się. Przed sobą zobaczyła mordkę swojego psa. Nie wiedziała, o co w tym wszystkim chodziło. Miała jeszcze większy mętlik w głowie, niż rano. Poszła szybko na górę i zrobiła sobie gorącą kąpiel. Gdy woda zaczęła stygnąć, wyszła z niej, przebrała się w piżamę i skierowała się w stronę sypialni. Po chwili zasnęła, a śniły jej się wspomnienia związane z blond włosym chłopcem
~*~*~

Siedział w, obitym czarną skórą, fotelu. Udało się. Nawiązał z nią więź. Była bardzo podobna do matki, ale oczy miała jego. A mówiła, że to nie jego dziecko, ale już niedługo. Już niedługo, dowie się prawdy.

Witam z rozdziałem!
Jest bardzo krótki, ale to tak jakby ten ,,przejściowy". Nie myślałam nawet, że zdążę coś napisać. Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam. Kiedy kolejny rozdział?? Nie wiem, jak zdążę napisać to od razu wstawię.
Pozdrawiam wszystkich
L.A.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 2

Blond włosy chłopczyk. Przyjaźń. Rozczarowanie. Hogwart. Wyzwiska. Łzy. Powrót zła. Morderstwa. Śmierć Dumbledor’a. Obliviate. Horkruksy. Malfoy Manor. Sztylet. ,,Szlama”. Zgredek. Wielka Bitwa. Siostra Carrowa. Pojedynek. Zielone światło. Spojrzenie stalowych tęczówek. Przeciwniczka upada, martwa. Pocałunek. Śmierć Voldemorta.
Obudziła się zlana potem. Tysiąc wspomnień przeleciało przez jej głowę. Rozglądnęła się nerwowo dookoła. Była w swoim pokoju, po chwili uspokoiła się. Postanowiła zejść na dół, wiedziała, że już nie zaśnie. Spojrzała jeszcze na zegarek, była 5:30. Szybko zeszła po schodach i ruszyła do kuchni. Z górnej szafki wyjęła puszkę z kawą, zagotowała wodę i zaparzyła ją. Udała się do salonu, wzięła grubą książkę z biblioteczki. Już miała zacząć ją czytać, gdy wypadło z niej zdjęcie. Podniosła je i odruchowo dotknęła swojej szyi, gdzie spoczywał naszyjnik z połówką serduszka. Zdjęcie przedstawiało ją obejmującą się z blond włosym chłopcem, o nieprzenikliwych, bez wyrazu oczach. Jej przyjacielem, byłym przyjacielem. Nie wiedziała kiedy, a po jej policzku popłynęła kryształowa łza. Dokładnie pamiętała tamten dzień. Dostała od niego naszyjnik, z wyrytymi JEGO inicjałami, który trzymała teraz w dłoni. On miał drugą połówkę z jej literami. Zaśmiała się gorzko. Pomyśleć, że kiedyś byli nie rozłączni, a teraz… Pałają tylko do siebie nienawiścią. Odrzuciła zdjęcie w kąt i zakryła twarz dłońmi. Chciała zapomnieć, choć te wszystkie szczęśliwe chwile, które z nim przeżyła, tak naprawdę dawały jej siłę do walki. Jeszcze raz spojrzała na wisiorek. Przejechała opuszkami po literkach. D.M. Wiedziała, że stan sprzed kilku lat nie wróci, ale miała nadzieję. Tylko Harry i Blaise wiedzieli jak było kilka lat temu. Pytali czemu go nie wyrzuciła, a ona zawsze odpowiadała, że to jedyna pamiątka po jej prawdziwym przyjacielu. Wisior wcale nie przypominał jej, jaki jest teraz, tylko jaki był. Z rozmyślań wyrwało ją szczeknięcie. Odwróciła głowę w stronę suczki. Pies patrzył na nią wesoło. Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. Zawsze wiedziała kiedy przyjść.
- No, choć tu do mnie – owczarkowi nie było trzeba dwa razy powtarzać. Suczka wpakowała się na skórzaną kanapę obok właścicielki i położyła łeb na jej kolana.
~*~*~
Szła na spotkanie ze swoim przyjacielem. Była już spóźniona, gdy nagle na kogoś wpadła. Była pewna, że się przewróci, ale nie poczuła ziemi lecz oplatające ją ramiona. Spojrzała do góry, wspomnienia sprzed kilku lat wróciły z zawrotną prędkością. Chciała się wyplątać z jego ramion, ale on na to nie pozwolił.
- Draco…- szepnęła do siebie, prawie nie słyszalnie. Nie mogła w to uwierzyć, chciała się uśmiechnąć, ale przypomniała sobie szybko, kim on teraz dla niej jest.- Malfoy, puszczaj mnie.
- Bo co?- spytał.
- Nie boisz się, ze ubrudzisz się szlamem? Puść mnie w tej chwili- warknęła.
Gdy to powiedziała zauważyła w jego tęczówkach… Żal? Nie. To Malfoy. On nie czuje. Poluźnił uścisk, a ona wykorzystała sytuacje. Odsunęła się i teraz mogła podziwiać go w całej okazałości. Ubrany był w białą koszulę i ciemne dżinsy. Włosy trochę ściemniały, twarz nabrała ostrzejszych rysów, a umięśnione ciało musiało świadczyć o tym, że dużo ćwiczył, a oczy… Nadal nieprzeniknione, zimne. Ona też się zmieniła. Zaczęła dbać o siebie. Ubrała się w biały sweterek z opadającym ramieniem i krótkie, szare spodenki. Nabrała kształtów, jej włosy, kiedyś nieujarzmione loki, teraz spływające falami, a oczy bardziej wyraziste, bursztynowe, w których nadal czaiły się iskierki wesołości. Stali tak chwilę, wpatrując się w siebie. Pierwsza z szoku wybudziła się szatynka. Wyminęła go i już chciała odejść, gdy zatrzymały ją jego słowa.
- Przepraszam Cię, za te wszystkie wyzwiska. Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz.
Stała jak wryta, nie myślała, że kiedyś to nastąpi. Przez chwilę była zdezorientowana, ale szybko odzyskała fason. Odwróciła się do niego, ale on stał do niej plecami.
- Malfoy, czy ty naprawdę upadłeś na łeb? Myślisz, że po jednych przeprosinach coś zmienisz? Jeżeli tak to się grubo mylisz, ale wiesz co? Każdy za…
- Nie zmieniłaś się – przerwał jej i uśmiechnął się pod nosem, gdyż wiedział co chce powiedzieć, ale ona tego nie wiedziała.
- Słucham?
- Nie zmieniłaś się przez te wszystkie lata – stanął przodem do niej– Zawsze taka byłaś, dumna, ale wyrozumiała, stawiająca na swoim.- zamyślił się na chwilę. - Nie proszę Cię o to, żebyśmy od razu byli wielkimi przyjaciółmi, ale o to byś mi wybaczyła. Choć tyle zrób dla mnie po tym jak Cię uratowałem.
Miał rację. Choć tyle może zrobić po tym jak ją uratował, a ona i tak już dawno mu wybaczyła.
- Powiedzmy, że się zgodzę, ale co z tego jeśli znowu będziesz mnie wyzywał od szlam?
- Brzydzi mnie to słowo. - skrzywił się. - Mogę Ci to obiecać, że nigdy tak Cię już nie nazwę. Musisz zdać się na moje słowo, zaufać.
Widział, że się zastanawiała, ale wyciągnął w jej stronę dłoń. Jakim zdziwieniem było dla niego gdy ta ją od razu przyjęła. Hermiona spojrzała na ich złączone dłonie i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Na jego nadgarstku wisiał czarny rzemyk z połową serduszka. On podążył za jej wzrokiem i uśmiechnął się. Nie był to kpiący uśmiech jaki przywdziewał zawsze gdy byli w swoim towarzystwie, to był ten uśmiech, który był kiedyś zarezerwowany tylko dla niej. Nie miała sposobu, by go nie odwzajemnić.
- Miona!!
- Przepraszam, ale muszę już iść, przyjaciel na mnie czeka.
- Diabeł?
- Tak, nie tylko ty prosiłeś mnie o wybaczenie.
Zanim zdążył jej odpowiedzieć, podbiegła do bruneta, a ten przytulił ją na przywitanie i poszli przed siebie. Patrzył na nich póki nie zniknęli. Kiedyś, oni witali się w taki sposób. Nie mógł uwierzyć, że przez to wszystko zaprzepaścił swoją przyjaciółkę.




Witam!
Jak widać przychodzę z nowym rozdziałem i mam nadzieję, że was zadowoli :)
Niestety, będę musiała zawiesić bloga. Oczywiście co najwyżej na miesiąc. Dlaczego zawieszam?? Gdyż 2 tygodnie temu oszczeniła mi się suczka i muszę zajmować się (po części) małymi. Być może jednak rozdziały się będą pojawiać, ale nie już w taki odstępach jakich planowałam :/
Jeżeli mi się uda to może nawet  wyrobię się z dodawaniem w terminie ;)
Mam nadzieję, że mnie rozumiecie.
Do następnego

L.A.

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 1

Mała dziewczynka, o kasztanowych włosach, biegła do domu. Nagle, potknęła się i już szykowała do bliskiego spotkania z ziemią. Nie poczuła jej, ale za to ktoś trzymał ją w ramionach. Uniosła głowę i zobaczyła chłopca, o jasnych włosach, niemal, że białych. Speszona szybko wygramoliła się z jego uścisku.
- Dziękuję - wyjąkała. Nie wiedziała co mu innego powiedzieć. Onieśmielał ją intensywnym spojrzeniem stalowych tęczówek.
- Dracon Malfoy - jego uśmiech z kpiącego przerodził się w miły. Sam się zaskoczył, ale od razu ją polubił.
- Hermiona Granger. Dla przyjaciół Miona albo Herm – odpowiedziała mu również ze szczerym uśmiechem.
- Hermiono! – doszło do nich wołanie.
- Przepraszam, ale muszę już lecieć.
- Jasne. Spotkamy się jeszcze?
- Raczej, na pewno - uśmiechnęła się. Zanim zdążył jej odpowiedzieć, zniknęła.
- Draco!- usłyszał głos swojej matki.
- Tak mamo?
- Co to była za dziewczynka?- spytała. Doskonale wiedziała kto to, ale wolała się upewnić.
- Hermiona Granger- bingo!
- Urocza dziewczynka. A właśnie! Wiesz co, sobie przypomniałam? Znam jej rodziców- uśmiechnęła się. Wiedziała, że się ucieszy, choć jej nie zna.
- Naprawdę?- zdziwił się. Nie spodziewał się tego.
- Tak, jeśli chcesz możemy się z nimi umówić, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?- zapytał.
- Nie powiesz tacie.- chłopak przytaknął. Wiedział jak ojciec zareaguje, więc wolał nie próbować. Jego myśli wciąż krążyły wokół bursztynowookiej.
~*~*~
(rok później)
Uciekała. Cały czas, ale nie danej jej było schować się. Złapał ją.
- I co teraz?
- Nic, muszę przyznać, że jesteś szybki- wzruszyła ramionami. Obrócił ją do siebie przodem.
- Ej, co jest?
- Nic…
- Herm- spojrzeniem analizował każdy szczegół jej oczu. I wreszcie zobaczył. Strach. Tylko przed czym?- O co chodzi?- jego głos był bardzo delikatny. Dziewczyna natychmiast się do niego przytuliła.
- Boję się.
- Czego?- wziął jej podbródek tak, aby na niego spojrzała.
- Że nie będziemy już przyjaciółmi.- odsunęła się od niego i odwróciła plecami.
- Nic nas nie rozdzieli- szepnął jej do ucha i przytulił.
~*~*~

- Jane, wiesz, że ona musi się dowiedzieć?
- Tak, ale nie teraz.
- Nie możesz tego przed nią ukrywać. Ona nie wie jaką mocą dysponuje, a nie długo przyjdzie list z Hogwartu i tam jej nie upilnujesz.
- Dowie się, ale w dniu 17 urodzin.
- Oby nie było wtedy za późno.
- Narcyzo, ona nie może teraz tego wiedzieć, nie zrozumie, choć to bardzo inteligentne dziecko. Przyjdzie na to czas.






I jest pierwszy rozdział. Czy jestem z niego zadowolona. Nie za bardzo. Ale nie mnie przychodzi ocenianie. Dalsze rozdziały będą działy się kiedy będą szli na siódmy rok. To tyle z mojej strony :)
Do następnego
L.A.

wtorek, 17 marca 2015

Prolog

Przepowiednia, która zmieniła moje życie.
Co z tego, że pokonamy jedno wielkie zło,
skoro w nas czai się kolejne?

Kilka słów, których nie powinnam nigdy zobaczyć.
A jednak.
Kilka banalnych zdań zmieniło to, na co pracowałam,
przez całe życie.
Miłość, która okazała się fałszywa.
Przyjaźń… została wystawiona
na wielką próbę.
Również kilka rzeczy do których
by nie doszło.
Nagłe pojawienie się pewnej osoby.
Miłość, która nigdy nie powinna się zdarzyć
po tym wszystkim co się stało.
I najważniejsze.
Wytłumaczenie mojego pochodzenia.
Opowiem Wam o tym wszystkim, ja.
Hermiona.
Kiedyś Granger
.


Hej wszystkim, chciałabym wam przedstawić prolog. Oczywiście nie jestem z tego zadowolona.
Pierwszy rozdział, który dodam będzie orientacyjny, a reszta... sami zobaczycie :)
L.A.

sobota, 7 lutego 2015

Powitanie


Hej!

Chciałabym przywitać wszystkich, gdyż to mój pierwszy blog. Proszę o wyrozumiałość dla mnie :)
Rozdziały powinny pojawiać się w ciągu tygodnia lub dwóch


L. A.